Sobota.
Po małym śniadaniu (nie chcieliśmy się przejadać przed spotkaniem) ruszyliśmy w kierunku północnym. Miało nie padać i w zasadzie nie padało, to mokre przylepiające się do wszystkiego coś było chmurą w której jechaliśmy. Najpierw zatrzymaliśmy się w Dundalk, żeby kupić prezent dla Aś, figurkę chłopca z pingwinkiem, i świąteczne lampki w kształcie śnieżynek, potem do Carlingford. Dary zostały przekazane, Aś zapakowana do samochodu, Ruby Ellen's nawiedzona:
Po długim lunchu gadanym odstawiliśmy koleżankę do domu i jeszcze na chwilę zaszliśmy do portu:
Jak widać, nic nie widać, choć w tym miejscu zazwyczaj występowały wzniesienia w Północnej.
Następny kierunek: TK Maxx w Newry. Prezenty dla moich rodziców nabrały kształtu, to zielonkawy sweterek dla mamy (Max Studio) i szary szal dla taty (Savile Row). Przy okazji do koszyka wpadł rozpinany sweterek dla mnie, trochę szary, trochę czerwonopasiasty (Majestic Filatures). Sporo łaziliśmy:
Idea była taka, żeby się za wcześnie nie zwalać na głowę Ka&Jot z którymi byliśmy umówieni na wieczór. Z kilku przywiezionych przez nas filmów Jot wybrała Pokój (2015), nawet spoko, nie za amerykański, co dobrze zrobiło fabule. Przy okazji Fred został zaproszony na parawigilię.
Niedziela.
W domu jesteśmy po północy, spanie dobrze po pierwszej. Miałam ambitne plany poświęcenia całego dnia Mannowi, ale od razu zaczęłam z poślizgiem, bo na dobre przebudziłam się po dziewiątej. Pogoda przez cały dzień rozgrzebana irlandzko. Pozytywy: Fred wypełnił do końca formularz transferu domu, jutro przejdę się z tym papierem do urzędu i może dowiem się jaka dodatkowa makulatura jest jeszcze potrzebny (albo się nie dowiem).
Za oknem wieje, już dłuższy czas jestem w szlafroku i bamboszach, produktywność mi dzisiaj nie wyszła (nie jestem zaskoczona). Mąż właśnie skończył ponadgodzinną rozmowę z Usz, wieści rodzinne są umiarkowanie optymistyczne (teściowa dała się oszustom naciągnąć na pieniądze), życzymy sobie wszystkiego dobrego, to nigdy nie zaszkodzi. Na kolację pizza z Tesco.
Ja chyba w tym roku żadnych prezentów robił nie będę. Już trochę za późno szukać, czy zamawiać w necie.
OdpowiedzUsuńI tak można.
UsuńCzęsto szwendamy się po TK Maxxach, więc to nie jest dodatkowy wysiłek. Inna sprawa, że wizja wyjazdu pojawiła się całkiem nagle. Mam kłopot z prezentem dla babci, nie wiem co by ją ucieszyło.
Ja unikam teraz łażenia po sklepach. Wychodzę przeważnie tylko za jedzeniem, raczej wieczorami, gdy nie ma już za dużo ludzi.
UsuńTo zrozumiałe, zagęszczenie dział i mi na nerwy.
Usuń