Dzień zaczął się dla nas wcześnie, Kochany szykował się do pracy, ja również ogarniałam lary i penaty, bo postanowiłam zabrać się z nim do miasta. I tak o ósmej wylądowałam z kawą, ciastem cytrynowym i książką w Caffè Nero na West St, żeby się przekonać, że nie jestem tu aż takim drzewkiem o dwóch czubkach. Gdy przed dziewiątą wyruszałam w kierunku Centrum, przy kilku stolikach siedziały osoby, które najwyraźniej celowo wpadły o tej porze na posiedzenie.
Na miejscu spotkała mnie kolejna przyjemność — to były ostatnie zajęcia w tym roku. Niejaki Kiran, którego może widziałam lub nie widziałam przelotnie w poniedziałek, ma pozytywny test na covid, więc menedżerka postanowiła do końca roku zamknąć Centrum dla gawiedzi. Zostały mi przed świętami dwa dni pracowniczego relaksu.
Wracając do Manna, gdy siedziałam w kawiarni, podskubywałam ciasto i popijałam, cóż, kawę, lektura nagle zaczęła mnie wciągać. To było około strony dwieście dwudziestej. Dzień kończę na stronie dwieście dziewięćdziesiątej ósmej.
We wtorek zmarł Miłogost Reczek. Szpiczak mózgu. Amadeusz, Płatonow, moje pierwsze zetknięcia z dorosłym teatrem na żywo.
Nic tu wczoraj nie napisałem, czy było za głupie i nie przeszło? :D
OdpowiedzUsuńNic nie napisałeś, sprawdziłam (licząc na "za głupie", żeby to puścić :D).
Usuń