Wszystko roztaje, na podwórku zrobiła się ślizgawica z ubitego śniegu. Pokazałam babci na komputerze mapy i obrazy, gdzie z Fredem mieszkamy i gdzie chcielibyśmy mieszkać. Babciny wzrok słabuje, ale nie o to chodzi przecież. Jeśli nie będzie żadnych przeszkód po drodze (np. nieodpowiednich wyników testu antygenowego), to jest (na jakiś czas) mój ostatni dzień tutaj. Jeszcze tylko pałaszuję zupę pomidorową, dojadam świąteczną rybę, a wieczorem Król trefl, czyli 1.9 odc. Poirot jest oglądany. Ech, gardło mnie boli. Walizka spakowana.
W 2022 będzie można pójść do kina na nowego Poirota, bo chyba wreszcie "Śmierć na Nilu" z Kennethem Branaghem doczeka się premiery.
OdpowiedzUsuńDo siego roku!
Ach, jeszcze kilka godzin, damy radę ;)
UsuńPewnie obejrzę, choć pierwsza odsłona z Kennethem mnie nie powaliła. Tyle, że lubię gościa za całokształt.
Jasne. Też mam zamiar oglądać tego Poirota z nastawieniem, że to Herkules z jakiejś alternatywnej rzeczywistości, nie mający nic wspólnego (oprócz imienia i nazwiska) z tym wymyślonym przez Christie.
Usuń