Dzisiejszy księżyc nazywa się młodym, dopiero bowiem wychodzi z nowiu. Taki właśnie sierp w towarzystwie gwiazdy wieczornej patrzył na mnie, gdy objeżdżaliśmy miasto nadal oświetlane zachodzącym słońcem. A potem skręt w mrok prowincji.
Ziąb. Zastałam Ryszarda wtulonego w mój szlafrok, śniadanko niedojedzone, więc pierwsze działanie to nakarmienie kota. Zawartość saszetki (indyk z karotką) została pochłonięta natychmiast, dodatkowo otworzyłam puszeczkę ryżu z morską rybą na kocie smuteczki jesienne.
Kochany jeszcze stał w korku gdzieś w rejonach stolicy, więc miałam czas na plany obiadowe i oglądanie zaległych vlogów. Chłód nadal mnie trzymał, mąż jechał i jechał, dojechał przed ósmą, gdy stałam pod prysznicem rozkręconym na wrzątek. Jemy, brzmi Steely Dan, następnie piosenka Turnaua o Bedford School, oczy mi się zamykają, ale jeszcze chwilę niech pobędzie poniedziałek.
Straszą nas sztormem o pięknie brzmiącym imieniu. Barra.
U mnie niebo zachmurzone, księżyca nie widać. Na termometrze -8, ale pewnie tradycyjnie powiesz, że nie ma co porównywać, bo u ciebie i tak zimniej :D
OdpowiedzUsuńZnaczy twierdzisz, że gdy ja Ci odpowiadam na Twój każdorazowy komentarz zaprzeczający (np. gdy piszę że jest zimno, a Ty za każdym razem twierdzisz, że u Ciebie jest zimniej i gorzej), to Ty to zapamiętujesz tak, że to ja zaprzeczam Tobie, bo mnie nie może być zimno, skoro mi napisałeś, że u Ciebie jest zimniej? Hm :) Dobrze wiedzieć.
UsuńChcesz powiedzieć, że coś źle zapamiętałem? :D
UsuńChcę powiedzieć, że jak będziesz w komentarzach zaprzeczał moim doświadczeniom, to nie będę polemizowała, bo widocznie jest Ci to do czegoś potrzebne :)
Usuń