Pac, pac, pac, paca kotek, mamo, do pracy się spóźnisz. Tak było, ubzdurałam sobie, że nastawiłam w telefonie budzik. Może i owszem kiedyś nastawiałam, ale nie na dzisiaj rano. Obudziłam się dzięki Ryszardowi, który zaalarmował mnie, że jest po czasie, potem poszło już gładko.
Kochany miał dzisiaj wolne, szczęściara ja, podwiózł mnie w obydwie strony. Zawodowo dzień jak co dzień, jechaliśmy na pusto, z nudów zrobiłam trzy prezentacje w power poincie na następny tydzień, jedyną istotną rzeczą była krótka i treściwa rozmowa z Bridżet.
Fred zrobił dla nas obiad, po którym okokoniłam się w kocyk i zaległam przed laptopem. Była rozmowa z Kaś Matką Kotom (wcale sobie nie szkoduje i dobrze u niej jest). Ale najwięcej to po prostu siedzimy i rozmawiamy o różnościach. Jutro mamy rzekomo wstać wcześniej i aktywnie delektować się wolnym dniem. No, nie wiem.
Ja temu w telefonie nigdy nie ufałem i nastawiałem dodatkowo tradycyjny :)
OdpowiedzUsuńTo ja zapomniałam ustawić budzik, dzwoniłby, gdyby mógł :)
Usuń