Nie wiem skąd Ryszard wiedział, że dzisiaj wolne, ale obudził mnie dopiero po siódmej i to nienachalnie. Zrobiłam pranie, przy pierwszej herbacie poczekałam na Freda, który jeszcze słodko pochrapywał. Zdecydowaliśmy, że kot dostaje drugie śniadanie, a my jedziemy do centrum handlowego Blanchardstown. W tych dniach słońce ledwo dźwiga się nad horyzontem i przy bezchmurzu, jak dzisiaj, niemiłosiernie przeszkadza w podróży. Widać, że zbliża się przesilenie, wyczekuję go bardzo.
Efekt naszej wycieczki jest zadowalający, chociaż odwiedziliśmy tylko jedno miejsce. Mąż dostał swój prezent xmasowy: błękitną koszulę Aquascutum i kaszmirowy szal w kratkę w odcieniach szarości i niebieskiego. Drugi taki szal, także z Hogarth Scotland, tylko brązowo-czarny, będzie dla taty, co oznacza, że szary szalik kupiony w ostatnią niedzielę w Newry dostanie się Ka. Dla babci wielki, niebieski szal z Fraas.
Mieliśmy nadzieję napić się kawy na miejscu, ale tłumy przewalające się po rozległej przestrzeni i kawiarnia na środku holu zniechęciły mnie do pomysłu. Zjechaliśmy do Drołdy na pizzę i kawę w Il Forno.
Dla mnie szpinakowa z dodaną cukinią, dla Freda z serem pleśniowym i czarnymi oliwkami. Po obiedzie była wędrówka miejska (w mojej sztruksowej spódnicy ze złodziejskimi kieszeniami przechodzę całą zimę).
Kutry na zatoce migotały światłami.
(dom)
Na dworze zmrok, po herbacie zachciało mi się obejrzeć Taksówkarza (1976), i bardzo dobry to był pomysł, film ma intrygujące zakończenie, w sam raz do dyskusji.
Wypad do miasta nie trwał długo, ale oboje jesteśmy wypruci z energii. Nie mogę zapomnieć o zadaniu domowym i nie zapominam, jestem w Doktorze Faustusie na stronie siedemdziesiątej drugiej lektury łóżkowo-podkołdrnej.
Mama zostawiła mi dziś paczkę do otworzenia w wigilię, z czymś wiotkim, tekstylnym, podejrzewam, że to też jakiś szalik :)
OdpowiedzUsuńSzalik to dobra rzecz ;)
Usuń