Słoneczny, optymistyczny dzień. Podczas śniadania wręczyliśmy rodzicom prezent. Po odpoczynku wyjechaliśmy na groby i do wujostwa. Wizyta u cioci Ksty była krótka, w sam raz, żeby nie wgłębiać się w podziały (ciocia i kuzyn ucieszyli się z poznania Freda, teraz będą mogli podać wieści dalej). Był internetowy kontakt z Usz (wydaje się szczęśliwa z rodziną partnera) i z Juliją spędzającą święta z naszym kotem (chyba właśnie tego było jej trzeba). Późny obiad: pierogi ruskie i z kapustą. Wieczorem oglądamy Amelię (2001).
La chance, c’est comme le Tour de France. On l’attend longtemps et ça passe vite. Quand le moment vient, faut sauter la barrière sans hésiter.




Bez śniegu, ale pogoda w sumie nie najgorsza ci się trafiła.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście pogoda obleci, może nie jest taka jaką pamiętam z dzieciństwa, ale przynajmniej można przemieszczać się bez problemów.
UsuńU mnie niedziela była ponura, a w poniedziałek padało od samego rana. Zero zachęty żeby się z domu ruszyć dalej, niż na śmietnik.
Usuń