O poranku wysłuchałam Czterech pór roku Vivaldiego z wczorajszego koncertu na 87 urodziny Dwójki (dzięki Hebiusowi, który napisał o tym na swoim blogu; przez chwilę zastanawiałam się, czy Lilianna Stawarz to nie jest jakaś daleka rodzina). Kochany jeszcze spał, zrobiłam mu kawę na przebudzenie i mogliśmy zacząć dzień.
Sobotę została wypełniona składaniem szafki (a raczej sześcioszufladowej komody o romantycznej nazwie Sorrento). W papierach stało, że złożenie tej rozsypanki zabiera jakąś godzinę. Zaczęliśmy około jedenastej. Razem z przesuwaniem materaca, odkurzaniem podłogi, wyrzucaniem śmieci, przebieraniem pościeli zeszło nam do czwartej. Korzystając z okazji, z pudła, które zazwyczaj leży pod łóżkiem, wyciągnęłam moje kultowe trampki w żółto-czarną kratę (tzn. nowe, bo stare, identyczne, zostawiłam w Polsce). W międzyczasie umyłam jeszcze włosy, gdy Fred przed wbiciem ostatniego gwoździa pojechał do rzeźnika po steki (w końcu jest sobota, rzeźnik rodzinny nie mógł czekać w nieskończoność). Na koniec przybiliśmy piątkę jak Pat a Mat. Praca upłynęła nam przy wiosennych trelach.
Po obiedzie zaczęliśmy się zbierać na koncert (trampki miały więc dobry start). Pojawiliśmy się w mieście kilkadziesiąt minut przed czasem i zaparkowaliśmy niedaleko kościoła świętego Pietera (pod M&S, co to go będą zamykać). Kolejny już raz mieliśmy okazję posłuchać na żywo Irish Baroque Orchestra. Gdy weszliśmy do wnętrza akurat trwał wstęp z Peterem Whelanem (dyrektor artystyczny, ale też multiinstrumentalista; uroczo się jąka).
Pasja według św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha, z dziesięciominutową przerwą (w której pozwoliłam sobie mówić skeczem Basińskiej bo Bach był Niemcem, zresztą, Händel, którego słuchaliśmy w zeszłym roku po angielsku też był Niemcem, kiedyś wszyscy byli Niemcami. I Niemcy wszystko mieli najlepsze, filozofów, biurka ... a później wyszło jakoś tak niezręcznie. Jakby oni wiedzieli, to by sobie w życiu nie pozwolili ... bo kto powiedział, że trzeba słuchać Pasji na poważnie).
Wykon, wiadomo. Koncert był obstawiony mikrofonami (ciekawe czy w nagraniu wyretuszują mój kaszel na początku drugiej części), za ewangelistę robił Nick Pritchard (tenor), poza tym śpiewali m.in.: Aisling Kenny (sopran), Charlotte O'Hare (sopran), Laura Lamph (mezosopran), Hugh Cutting (kontratenor, malutki, ale zadziorny), Matthew Brook (bas-baryton), Hugo Hymas (tenor) oraz Edward Woodhouse (tenor).
O jedenastej ponownie w domu. Jestem taka zmęczona, że dzisiaj niczego już nie wkładam do nowych szuflad. Szumy uszne. Dobranoc, dniu.

Brawo za szybkość! Koncert był dostępny na YouTUBE niestety tylko przez jeden dzień, więc kto się nie pospieszył już nie posłucha.
OdpowiedzUsuńHugh Cutting wam się trafił? Super! To jeden z lepszych męskich sopranów, jaki się pojawił na scenie w ostatnim czasie.
@Dariusz, ha! Wydało się nam, że wśród publiczności było kilku fanów Hugh i Fred stwierdził "jakby Hebius tu mieszkał, to też byłby jego fanem".
UsuńTak, zapewne biłbym mu głośno brawa, ale raczej bym nie krzyczał, bo jestem dość powściągliwy w wyrażaniu uczuć :D
UsuńPodziwiam małosiedzenie i ciągły ruch.
OdpowiedzUsuń@JKK, aż tak bardzo się nie ruszamy, jesteśmy dwa wielkie lenie. Ale komodę trzeba było złożyć. Mamy bardzo mało miejsca i ciągle potykałam się o pudło z częściami ;D
UsuńOstatnio mam w domu wszelkie koncerty muzyki klasycznej, bo Dzieciątko przerzuciło się na jej słuchanie. Mnie to bardzo dobrze robi w uszy.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, w domu słuchamy muzyki przeróżnej (co relacjonuję też na tym blogu), a słuchanie na żywo jest interesujące samo w sobie, więc wybieramy to, co jest dostępne i niezbyt drogie. Słuchanie muzyki z pewnością robi człowiekowi dobrze :)
UsuńBardzo lubię koncerty w ramach Festiwalu Muzycznego w Łańcucie - tego, który kiedyś prowadził nieodżałowany Bogusław Kaczyński. Zwłaszcza ten otwierający festiwal - zasze jest to koncert plenerowy. Kiedyś o mało nie spadłam z krzesła. Grała orkiestra, śpiewało dwoje solistów i chór, a gdzieś na drzewie malutki słowiczek przekrzyczał swoim koncertem cały ten zgiełk. To było wręcz wzruszające.
UsuńKocham Bacha, uwielbiałam grać jego Preludia i Fugi na fortepianie. Majstersztyk.
OdpowiedzUsuń@karina.n, mnie pozostaje słuchanie :)
Usuń