Strony

piątek, 26 kwietnia 2024

1592. A jeśli wojna? Diagonalnie? Sha!

Znowu budzę się wcześnie (i po co?). Po pierwszej herbacie zaczęłam przygotowywać bruschettę, a tuż przed dziewiątą zadzwoniłam do Saren uświadamiając ją, że planuję urlop w drugiej połowie czerwca. Śniadanie, mężowska kawa numer dwa i mogliśmy wybyć na spacer. Dobrze, że zatrzymaliśmy się w kawiarence (akurat gdy byliśmy w środku, na zewnątrz trochę się rozpadało; Fred wypił trzecią kawę ;)). Rundka plażą, potem domki i główna ulica wsi; pod domem zdybała nas Anna, która cały czas ostrożnie szukała punktu podparcia. Robię obiad, po obiedzie prace ogrodowe. 

Kupiliśmy bilety wakacyjne, Kochany w obydwie strony, ja na razie bilet wylotowy (zobaczymy jak się uleżą sprawy). Gdy wieczorem Fred walczył z murawą, zadzwoniłam do mamy, żeby przekazać rodzicom nasze mgliste plany. Mama wspomniała, że powinnam zabrać różne papiery niby-ważne, zaczęłyśmy rozmawiać o możliwości rozlania się wojny poza Ukrainę, o tym, co warto ze sobą brać i czego nie. Rodzice naprawdę powinni mieć kontener dla każdego zwierzaka (Niunia wpakowała się mamie na szyję i dupką zasłoniła kamerkę).

Dopiero teraz sprawdziłam kilka prac. Przynajmnie tyle. Fontaines D.C., Degrel.
___
Bruschetta: kilka pomidorów pokrojonych w kostki (odsączonych; tym razem było ich sześć), małą, drobno posiekaną czerwoną cebulę oraz kilka posiekanych świeżych liści bazylii mieszam tugeder, całość solę i pieprzę. Osobno łączę dobrą oliwę (cztery duże łyżki) z octem winnym (jedna łyżka), dodaję duży ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę; miksturą polewam pomidory, miskę odstawiam do lodówki przynajmniej na pół godziny, żeby się wszystko przegryzło (mieszam raz czy dwa). Jako bazy używam diagonalnie pokrojonej bagietki (pajdki kropię oliwą i wrzucam do piekarniki, do przyrumienienia).

8 komentarzy:

  1. Twoi rodzice mieszkają tak daleko od wschodniej granicy, że dopóki Rosjanie nie zajmą całej Ukrainy myślenie o pakowaniu i kupnie kontenerów dla zwierzaków to zbędna fatyga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, sądzę, że kontenery powinny po prostu być, nie ma co myśleć (gdyby wojna przyszła na teren Polski, na sprawy organizacyjne byłoby trochę późno).

      Usuń
    2. Nie myślałem, że możesz być aż taką pesymistką, pozbawioną nawet cienia wiary w możliwości obronne naszego kraju i sojuszniczych sił NATO :D

      Usuń
    3. @Dariusz, gdzie tu widzisz pesymizm? Wojny się zdarzają, podobnie jak choroby, bezrobocie, zakończenia pewnych etapów czy sraczka. W stwierdzeniu, że mogą być nie ma za wiele pesymizmu (to raczej realizm), pesymizmem jest twierdzenie, że nic nie można zrobić i trzeba zastygnąć w oczekiwaniu na śmierć.

      Usuń
    4. Odczuwanie potrzeby zakupu kilku kontenerów na zapas, to dla mnie bardziej pesymizm niż realizm. Ale spoko luz. Ja nawet plecaka przetrwania nie mam, w ogóle żadnego plecaka nie mam.

      Usuń
    5. @Dariusz, to nie byłyby kontenery "na zapas". Każde zwierzę powinno mieć własny kontener do przewozu, np. do weterynarza (liczba zwierząt zmniejsza się lub zwiększa, a rodzice nie uaktualniają "wyprawki).

      Mam kilka plecaków, żaden nie jest przeznaczony "na wojnę" :D

      Usuń
  2. W kontekście możliwej wojny, bruschetta prawdopodobnie smakuje bardziej wyraziście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agniecha, nie wiem, jadłam ją rano, gdy nie było tematu. Rozmyślania mojej mamy mnie trochę zaskoczyły, bo tutaj jesteśmy nieźle odcięci od efektów wojny.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.