Strony

niedziela, 15 września 2024

1734. Niedziela w odcinkach.

Zdecydowanie za mało snu; położyłam się po północy i jeszcze jakiś czas nie spałam (sobota zakończyła się uroczystą relokacją do ogrodu kolejnego gigantopająka), ale rano trzeba było wstać na śniadanie Junony i mój zegar mózgowy nie dawał mi spokoju. Pogoda szara, brak wiatru, lekka wilgoć (w nocy mżyło), wydaje się nawet ciepło. Narzuciłam na siebie bluzę i zaszłam do futrzastej sąsiadki, przy okazji ucięłam czat z Majkiem, który, wiadomo, kręcił się wokół swojego cackosamochodu (sąsiad opowiedział mi, jak Bán z sukcesem udał przed Katlin Junonę). U Junony szybkie tulanko, krople i wróciłam do domu, gdzie już czekała na mnie herbata i obudzony mąż (przed wyjściem zrobiłam mu kawę). Kolejny dzień sprawdzania stanu powodziowego z Wyborczą.
___
edit 11:27 Na śniadanie robale i pieczywo z masłem czosnkowym. Rozmowa z mamą (w lesie pada niezbyt intensywnie i rodzice są optymistycznie nastawieni); dla rozproszenia umysłu słucham dalszych części The Big Four, wypijam kawę; Fred zerka na wiadomości o stanie Bobru, pokazuje mi jak wygląda most z którego kiedyś patrzyliśmy na rzekę, teraz pozbawiony barierek, z wodą przelewającą się bezpośrednio pod jego brzuchem. Czytam właśnie, że w najbliższym czasie nastąpi niekontrolowany zrzut wody z zapory :I A więc najgorsze jeszcze przed nimi.
___
edit 14:00 Słucham kreminału, Kochany robi żurek, oraz rozmawia z Usz (szwagierka zdała relację z wizyty u mamy). Kilka minut temu woda przelała się przez zaporę, za godzinę będzie w Miasteczku.
___
edit 18:00



Po żurku à la Fred (czy też żurku 1500 kalorii) poszliśmy na spacer. W drodze do plaży spotkaliśmy Dżejmiego, który zakosami, jak dzikie zwierzątko, udawał się na plotkarski zwiad w temacie, kto wprowadza się na osiedle. Sąsiad zamierzał udawać, że tylko przechodzi, podsunęliśmy mu pomysł, żeby niby podziwiał nasz ogródek; poza tym wytłumaczyłam się z mojej porannej nieobecności autobusowej. W drodze powrotnej spotkaliśmy z kolei Johna, Sprzedawcę Butów, po cywilnemu i w towarzystwie pięknego, dużego psa rasy czarny terier rosyjski. Pomiędzy tymi dwoma spotkaniami doszliśmy nieco za kamienny winkiel, a w drodze powrotnej wstąpiliśmy do kawiarni. Zajęcie miłe, choć w myślach i dialogach nadal wielka woda.
___
edit 22:10 Wu zadzwonił do Freda, coś krótko rozmawiali. Próbowaliśmy oglądać Teczkę Ipcress (1965), ale albo już nie te klimaty, albo jesteśmy zbyt spięci sytuacją ogólną; po pół godzinie zaczęły się pierwsze skrolowania fejsbuka w poszukiwaniu najnowszych informacji o zaporze, rzece, moście, i tak dalej. Zapora stoi, rzeka płynie, na moście worki z piaskiem, wojsko przyjechało, ciemno. Pocieszam się, że ktoś uratował psa, a ktoś inny jeża. Ogólnie jednak jest słabo i nic nie możemy z tym zrobić.

9 komentarzy:

  1. Podaj łapę ponad tymi wieloma kilometrami.
    Ja też sprawdzam stan powodziowy z Wyborczą, oraz niestety stan powodziowy własny, 20 metrów od domu. Ten jednak jest troszkę bardziej rzeczywisty. Nasza malunia rzeczka od przedwczoraj bardzo urosła, ryczy basem, szybko płynie, zabiera i przynosi. Wzrasta i opada. A teraz leje deszcz i lać będzie do popołudnia.
    Worcy z pieskiem leżą przy bramie w gotowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agniecha, Wyborcza porusza sprawy wielkie, a mnie i Kochanego bardziej interesuje dobrostan istot i miejsc, które znamy. Niestety, jest tam teraz coraz gorzej, rzeka napęczniała do granic. Po strasznej powodzi 1997 Bóbr w tym miejscu uregulowano, wały są wyższe, ale najwyższa woda chyba jeszcze nie dotarła :( Jestem oddalona setki km, a przeżywam, więc nawet nie mogę sobie wyobrazić, co czujesz tam na miejscu. Mam nadzieję, że Ty i Twoi najbliżsi są bezpieczni.

      Usuń
  2. Uwielbiam żurek! Taki z różnymi rzeczami w środku. Ale dlaczego jesz robale?! Już nie ma innych wiktuałów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, jem robale, gdyż mi smakują. Żurek był bardzo sycący, chyba już nic więcej dzisiaj nie wcisnę.

      Usuń
  3. Taaa... też śledzę dramatyczne doniesienia z południa. Też mam ciotkę na tych terenach co Woland, ale ona mieszka na górce i nawet rano dzwoniła żeby powiedzieć, że jej zalanie nie grozi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, przeżywamy, bo wszystko to znane nam miejsca, więc gdy tylko pojawi się jakiś filmik z zalaną drogą lub porywistą rzeką Fred analizuje, gdzie to jest dokładnie i obok kogo :I

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie napisany post.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :) jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.