Nadal zbyt wietrznie, żeby brykać po najpiękniejszej choćby ścieżce nadmorskiej. Po śniadaniu Fred podkradł mi więc szalik w kolorze biskupiego fioletu (bardzo mu pasuje) i wyjechaliśmy do Północnej, oficjalnie, żeby zobaczyć ceny kulek dla ptaków. Najpierw jeszcze chwilę rozmawialiśmy z Bánem. Ciociu, może bym się pogrzał tutaj tak trochę, co? Wujek, co ty na to?
W Newry Kochany najpierw kupił rzeczone kulki, potem zaparkowaliśmy pod TK Maxxem i przeszliśmy na druga stronę rzeki w poszukiwaniu miejsca o nazwie Loft 27 (bardzo miła obsługa znienacka w języku polskim; jak się okazało firma rodzinna, filiżanki w folkowe wzory, naleśniki z serem i malinowym sosem jak się należy, zachwalam i polecam).
Najedzeni wróciliśmy do samochodu, weszliśmy do sklepu, trochę szukaliśmy inspiracji świątecznych, w przypływie optymizmu kupiłam w TK Maxxie kalendarz kieszonkowy na rok 2025. Będę z niego korzystała, inaczej niż z kalendarzyka na rok 2022 (który zamierzam nareszcie wykorzystać, mianowicie do zapisywania wielu tysięcy sekretnych haseł). Kiedy tak się przemieszczaliśmy tam i sam, wpadła na nas Jot w świątecznym stanie podgorączkowym. Z powodu owego stanu tylko się uchachaliśmy, pozdrowiliśmy i poszliśmy w przeciwnych kierunkach.
Przejeżdżając w drodze powrotnej przez El Paso, zatrzymaliśmy się jeszcze w Easonie. Fred kupił nareszcie prezent dla znajomego z pracy (dwie książki), a ja zrobiłam sobie samej prezent w postaci wiecznego pióra Parkera w kolorze winnym. Bardzo jestem kontenta z tego zakupu, poprzedni parker zaczął niekontrolowanie zasychać, na dodatek lekko pękła mu plastikowa obudowa (możliwe, że jedno ma coś wspólnego z drugim), przez to nie pisałam piórem od kilku lat (nadal mam gdzieś naboje).
Chyba wyczerpaliśmy wizyty paraświątecznozakupowe w tym sezonie, oboje nas mierzi ludzka ciżba przelatująca z kąta w kąt z takim tupotem. Drogi coraz bardziej zakorkowane, z parkingów pod wielkimi centrami wyjeżdża się cokolwiek niemiło i w ogóle. Kulki są, to najważniejsze.


Chyba już zapomniałam, jak się pisze wiecznym piórem… Ono wymaga spokoju i namysłu, powolnej wędrówki po czystej kartce a dzisiejsze czasy pospieszne, szalone.
OdpowiedzUsuń@BBM, niekoniecznie powolnej wędrówki (moim zdaniem), ale na pewno sytuacja wymaga trzymania pióra w określonej pozycji, a to poprawia charakter pisma (ostatnio gryzmolę).
UsuńOoo też mam takie pióro, zakupione na studia, też w kolorze winnym🙂 a moja synowa in spe jest z Newry właśnie, jej rodzice mieszkają nad samym morzem w wakacyjnym domku Bobbiego Sanda. Od lat są nagabywani przez lokalne iry itd do wmurowania tablicy upamietniajacej, ale nie chcą pielgrzymek oglądających i zwiedzających ich dom🙂
OdpowiedzUsuńInnyglos
@Innyglosie, świat jest mały, zaiste. A pióro w Easonie zakupione, żadne wykwintne, najważniejsze, że działa :) Bobby Sand ma pewnie ogromne znaczenie dla społeczności lokalnej, jak to w Irlandii (choć akurat jego nazwiska nie znałam).
UsuńPewno już sobie wyguglalas, że był to przywódca Hunger Strike w więzieniu, zmarł z głodu razem z 10 innymi w 1981. Był tez znany z Dirty protest, czyli smarowania ścian gownem i śpi wania piosenek wolnościowych, żeby pokazać triumf ducha nad materia.
UsuńInnyglos
@Innygłosie, wygooglałam sobie pierwej, ale ja zawsze jak na spowiedzi świntej piszę ;)
Usuńa ta kicia to Twoja? Cudna...
OdpowiedzUsuń@AgaAgra, to Mleko, kot dalszych sąsiadów. Bardzo ładnie wyrósł. Przychodził do Rysia jak do wujka i uczył się od niego jak chodzić po dachach. Czasami jeszcze wpada, ale ma właścicieli, więc go nie dokarmiamy. Gdy klikniesz na tag "Bán", możesz zobaczyć w jakimś starszym poście, jak wyglądał, gdy był maluchem.
Usuń