Strony

niedziela, 8 grudnia 2024

1818. Little joys.

Nadal zbyt wietrznie, żeby brykać po najpiękniejszej choćby ścieżce nadmorskiej. Po śniadaniu Fred podkradł mi więc szalik w kolorze biskupiego fioletu (bardzo mu pasuje) i wyjechaliśmy do Północnej, oficjalnie, żeby zobaczyć ceny kulek dla ptaków. Najpierw jeszcze chwilę rozmawialiśmy z Bánem. Ciociu, może bym się pogrzał tutaj tak trochę, co? Wujek, co ty na to?

W Newry Kochany najpierw kupił rzeczone kulki, potem zaparkowaliśmy pod TK Maxxem i przeszliśmy na druga stronę rzeki w poszukiwaniu miejsca o nazwie Loft 27 (bardzo miła obsługa znienacka w języku polskim; jak się okazało firma rodzinna, filiżanki w folkowe wzory, naleśniki z serem i malinowym sosem jak się należy, zachwalam i polecam).

Najedzeni wróciliśmy do samochodu, weszliśmy do sklepu, trochę szukaliśmy inspiracji świątecznych, w przypływie optymizmu kupiłam w TK Maxxie kalendarz kieszonkowy na rok 2025. Będę z niego korzystała, inaczej niż z kalendarzyka na rok 2022 (który zamierzam nareszcie wykorzystać, mianowicie do zapisywania wielu tysięcy sekretnych haseł). Kiedy tak się przemieszczaliśmy tam i sam, wpadła na nas Jot w świątecznym stanie podgorączkowym. Z powodu owego stanu tylko się uchachaliśmy, pozdrowiliśmy i poszliśmy w przeciwnych kierunkach.

Przejeżdżając w drodze powrotnej przez El Paso, zatrzymaliśmy się jeszcze w Easonie. Fred kupił nareszcie prezent dla znajomego z pracy (dwie książki), a ja zrobiłam sobie samej prezent w postaci wiecznego pióra Parkera w kolorze winnym. Bardzo jestem kontenta z tego zakupu, poprzedni parker zaczął niekontrolowanie zasychać, na dodatek lekko pękła mu plastikowa obudowa (możliwe, że jedno ma coś wspólnego z drugim), przez to nie pisałam piórem od kilku lat (nadal mam gdzieś naboje). 

Chyba wyczerpaliśmy wizyty paraświątecznozakupowe w tym sezonie, oboje nas mierzi ludzka ciżba przelatująca z kąta w kąt z takim tupotem. Drogi coraz bardziej zakorkowane, z parkingów pod wielkimi centrami wyjeżdża się cokolwiek niemiło i w ogóle. Kulki są, to najważniejsze.

8 komentarzy:

  1. Chyba już zapomniałam, jak się pisze wiecznym piórem… Ono wymaga spokoju i namysłu, powolnej wędrówki po czystej kartce a dzisiejsze czasy pospieszne, szalone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @BBM, niekoniecznie powolnej wędrówki (moim zdaniem), ale na pewno sytuacja wymaga trzymania pióra w określonej pozycji, a to poprawia charakter pisma (ostatnio gryzmolę).

      Usuń
  2. Ooo też mam takie pióro, zakupione na studia, też w kolorze winnym🙂 a moja synowa in spe jest z Newry właśnie, jej rodzice mieszkają nad samym morzem w wakacyjnym domku Bobbiego Sanda. Od lat są nagabywani przez lokalne iry itd do wmurowania tablicy upamietniajacej, ale nie chcą pielgrzymek oglądających i zwiedzających ich dom🙂
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Innyglosie, świat jest mały, zaiste. A pióro w Easonie zakupione, żadne wykwintne, najważniejsze, że działa :) Bobby Sand ma pewnie ogromne znaczenie dla społeczności lokalnej, jak to w Irlandii (choć akurat jego nazwiska nie znałam).

      Usuń
    2. Pewno już sobie wyguglalas, że był to przywódca Hunger Strike w więzieniu, zmarł z głodu razem z 10 innymi w 1981. Był tez znany z Dirty protest, czyli smarowania ścian gownem i śpi wania piosenek wolnościowych, żeby pokazać triumf ducha nad materia.
      Innyglos

      Usuń
    3. @Innygłosie, wygooglałam sobie pierwej, ale ja zawsze jak na spowiedzi świntej piszę ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. @AgaAgra, to Mleko, kot dalszych sąsiadów. Bardzo ładnie wyrósł. Przychodził do Rysia jak do wujka i uczył się od niego jak chodzić po dachach. Czasami jeszcze wpada, ale ma właścicieli, więc go nie dokarmiamy. Gdy klikniesz na tag "Bán", możesz zobaczyć w jakimś starszym poście, jak wyglądał, gdy był maluchem.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.