Zaczytywałam się dzisiaj w Na Zachodzie bez zmian Remarque'a (Mediasat Poland, 2004) i skończyłam lekturę tuż przed obiadem (Kochany zapodał spaghetti z pesto). Po południu dodzwoniłam się do fryzjerki, odebrała Grubiutka, jesteśmy zapisani w przyszłym tygodniu przed południem, akurat w sam raz będzie czas na śniadanie i kawę. Kiedy tak sobie w środku dnia leżaczkowałam w komorze sypialnej i czytałam majtając paluszkami w skarpetkach oraz popijając wodę, mąż upitrasił również sałatkę z tuńczyka, w sam raz na kolację. Bogowie jońscy, że też ja, ślepa kura, miałam takie szczęście!
Ogólnie zaś mrok. Fred wyszedł na chwilę podrzucić ziarno ptakom, ja wystawiłam tylko nos za próg, żeby potwierdzić, że zimno i lepiej mi tam, gdzie byłam wcześniej. Katrina na mojego kolejnego porannego maila odpisała, że załatwi. Zobaczymy co załatwi (nadal zen ;)). Perlisty oddzwonił, to Kochany rozmawiał sobie z przyjacielem. Czyli siedzimy w norze w nastroju zimowym, kontakt ze światem podtrzymany, aczkolwiek jakby trzeba było komu ruszyć z odsieczą, nie wiem ile czasu by nam zajęło zbieranie się do kupy (pewnie sporo).
Po degustacji Fredowej sałatki zasiedliśmy do kina domowego: Snajper (2014) Eastwooda; film raczej średni.
A jednak znaleźliście czas na przyjście z odsieczą. Jestem Wam wdzięczna nie do powiedzenia.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, pomogliśmy symbolicznie, nie ma o czym mówić. Dobrze, że u Ciebie chyba lepiej.
UsuńChyba trochę tak.
Usuń