Strony

piątek, 20 grudnia 2024

1830. Dubidubidu.

Pobudka dość wczesna, wszystko przez to, że od drugiej rano spanie kiepsko mi szło. Śniadania mieliśmy z Kochanym różne (ja resztki z wczorajszego chińczyka, mąż kaszanę) i wybyliśmy do Magnolii, samochodem, a nie szynobusem, jak wcześniej planowaliśmy. Początek naszej wizyty był zorganizowany naokoło pomysłów na prezent rocznicowy dla rodziców (są dwa, jeśli pierwszy zawiedzie, jest plan b). Gdy dowiedziałam się tego, co mnie interesowało, poszliśmy do Cukierni Sowa (polecam herbatę imbirową).

Zajrzeliśmy jeszcze na chwilę do Empiku (Fred kupił płyty cd: Zalewskiego Z głowy & Oddalenie Kazika) i jazda do domu. Po drodze suszarnia, tam gdzie zawsze w Tcy. Wypiłam herbatę i zjadłam miso, ale to prawie wszystko, bo gorączka zaczęła mnie lekko rozbierać (dziwne miejsce, menu nawet ok, ale obsługa jakaś taka ... hm). Mama w międzyczasie zadzwoniła, że powoli zmierzają na wieś.

Kochanemu bardzo zależało, żeby obejrzeć film Zbynia dopóki jeszcze ma do niego dostęp, więc przed obiadem mąż zrobił sobie krótki seans filmowy. Potem aktywności domowe, obiad, Kochany rozmawiał z Ka, ja smarkałam, kaszlałam i dramatyzowałam. Oczywiście kryminałki wleciały, kawałki Kojaka, CSI z rudym, Kości ...

3 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.