Strony

poniedziałek, 30 grudnia 2024

1840. Już czas.

Pobudka dość irytująca (dobrze, że wpadło mi do głowy odprawić się przed czasem, dzięki temu zauważyłam, że mam literówkę w nazwisku; trzeba było zmienić nazwisko na bilecie, czyli wyskoczyć z kasy; żebyś zdechł, panie O'Leary!).

W powietrzu czuć zmianę, zamiast słońca szarówka. Zanurkowałam w szafę w poszukiwaniu szalika z kaszmiru (in vain, przypuszczam, że niefrasobliwie wyrzuciłam go w czasie jednej z czystek ubraniowych). Zamiast tego znalazłam prezent od babci Mani, wiejską chuścinę z czystej wełny, ponadgryzaną już przez mole. Biorę ze sobą do domu, razem z maminymi radami jak cerować dziury cieniusimi nitkami ze starych skarpetek.

Ach, i płarotek się pojawił, jeden z tych całkiem udanych, 6.04, Dumb Witness (1996), poza tym kojaki i midsomery. Nie czytam, nie kombinuję umysłowo, zalegam i zbieram się w sobie, czas na mnie, poleruję skrzydła; już przed południem zrobiłam próbne pakowanie walizki (prawie wszystkie książki się zmieściły). Wieczorem Kochany potwierdził, że będzie na mnie czekał na lotnisku.

2 komentarze:

  1. Niech Cię te skrzydła szczęśliwie doniosą do celu! ✈️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrego roku Wam obojgu! Niech Wam się wiedzie. Zdrowia, spokoju,radości w każdym dniu!🥂🍾✨

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.