Ach, kichanie i testowanie trzech różnych tabletek na gardło. Na jedenastą byliśmy umówieni do fryzjera, więc trzeba było się w końcu wyturlać spod nowej, gigantycznej kołdry. W salonie fryzjerskim przywitano nas z honorami (herbata zimowa & ciastko bezglutenowe), Grubiutka rzucała dowcipami, a jedna pani zapytała, czy mam balejaż (słodkie!). W Kocie zresztą dwie panie też komentowały moje pióra :D Małżonek zaryzykował nową fryzurę i zostawił na sarmackiej czuprynie kręcone włosy (już sobie kupił kosmetyki do skrętów). Po kawiarni kantor wymiany walut, sklep elektroniczny (Kochany kupił sobie nowego laptopa, tzn. zapłacił za niego; laptop przybędzie w sobotę), Rossman i obiad u chińczyka. Dzień był ponury i chłodny, ale nie robiło to na mnie wrażenia (tatko wyciągnął z garażu moją starą, ciężką kurtkę, która nadal się sprawdza).
Przyjechaliśmy do domu przed rodzicami i trochę na nich czekaliśmy (brama jest zazwyczaj zamknięta). Była okazja, żeby w samochodzie porozmawiać z Mruczysławem.
Rodzice szukali po sklepach pieczarek, w końcu kupili ostatnie 2 kg. Obrałam je, zostały usmażone i będą czekały na swoją rolę główną w wigilijnych krokietach. Poza tym czas mija leniwie, choroba rozwija się bez przytupów, jestem zmęczona i najchętniej przespałabym połowę dnia. Postanowiliśmy odłożyć wyjazd do Wro do jutra. Wieczorem Kochany rozmawiał ze Zbyniem. Mnie lektura nie idzie, bo głowa nieco boli.
Powrotu do zdrowia! Ja po choróbsku wracam powoli do siebie, natomiast rozbiera dziś mojego syna.
OdpowiedzUsuń@Marta, dziękuję. Mam nadzieję, że jakoś docipię do świąt i doznam ekspresowej poprawy ;)
UsuńTrochę słabo. Kuruj się intensywnie żeby szybko stanąć na nogi i w pełni wykorzystać ten wyjazd.
OdpowiedzUsuńMruczysław, widać, silnie zadowolony.
@Dariuszu, przeziębienia niestety nie da się przyspieszyć, ale będę żyła ;)
UsuńMruczysław jest bardzo intensywny, takie trochę kocie ADHD :D