Z niedzieli na poniedziałek znowu sen o wakacjach i obawach, że przegapiłam moment na pracę. Co mi chcesz powiedzieć, mózgu? :) Była inauguracja rudego plecaka, naprawdę super jest, rozmiar i kolor powodują, że czuję się jak Muminka. W Centrum wszyscy chorzy, nie wiem czy jestem uprawniona do poczucia, że mnie to nie obejmie. Po powrocie do domu wzięło mnie na sprawdzanie prac, ryje mi już banię (pogoda? nieszczęść trwożne wyglądanie?), ale w sumie ok, zrobione, odhaczone, skończyłam po obiedzie, czyli tak około siódmej. A że z rana trudniejsze czytanki (ależ ten Herbert był łapserdak infantylny), postanowiłam sobie zapodać coś lekkiego i prostego, na ekran wjechało Morderstwo w hotelu Gallop (1963).
Po prawie ośmiu godzinach snu budziliśmy się dzisiaj powoli, pomrukując i masując się po pupach. Jednak piąta trzydzieści to okropny czas na pobudkę, nie wiadomo kiedy robi się kwadrans później i zamiast się zastanawiać, czy jest odpowiednia pogoda na śniadanie na tarasie, "a może trzeba by tak przejść do innego skrzydła pałacu podziwiać deszczowe widoki, kochanie", zbieramy się w sobie do robienia rzeczy podobno niezbędnych. Los wyrobnika. Kawiarnia, kubek dla Kochanego i wracam świńskim truchcikiem; literatura. Po pracy (uśmiecham się spokojnie do moich głośnych matołów) znowu pędzę na złamanie nogi, bo za kwadrans odchodzi autobus. W domu wyciszam się, opróżniam kosz na śmieci, daję żarcie ptakom, jem jogurt, oglądam Ahoj zbrodnio (1964), żeby po pół godzinie zacząć skrollować internaty (coś o szatlenkach), gdyż się okazuje, że sequele bywają już nie takie fajne. Kochany wrócił do domu i od razu włączył Disintegration (1989).
Piąta trzydzieści to jakaś absolutnie barbarzyńska pora na pobudkę. 🙈
OdpowiedzUsuń@maskakropka2, cóż robić, czasem trzeba :)
UsuńEmigracja nie jest łatwa....tak mi się skojarzyło z tą wczesną pobudką. Ale może tam , nie jest to takie trudne ? Kto to wie ?
OdpowiedzUsuń@Karuzelo, Twoje skojarzenia są Twoim skojarzeniami. Nie wiem. Nie lubię wstawać wcześnie, ale lubię mieć czas przed wyjściem z domu, to pewnie przyzwyczajenie obyczajowe (moja mama, która nie jest na emigracji, wstaje do pracy o piątej, tatko przed piątą, chociaż od lat nie pracuje).
Usuń