Strony

piątek, 21 marca 2025

1921. Dobry piątek.

Po smacznym śniadaniu (jam ci to, nie chwaląc się, uczyniła) zastanawialiśmy się krótko, co zrobić z tak dobrze zaczętym dniem. Miałam ochotę na naleśniki w El Paso, ale rzuciłam też pomysł pojechania do stolicy i szurania nosami w Tower Records. Spodobała się nam ta myśl. Zrobiłam listę płyt, których nie mamy, wysłuchałam Kaśki Krzaczek The Sensual World, odstawiliśmy się i w drogę.

Gdy wjeżdżaliśmy do Drołdy, nad rzeką zauważyłam policję i karetkę, były też nosze przykryte białym materiałem.

W stolicy: parking przy Connolly Station → Sheriff Street Lower → Amiens St → Talbot St → North Earl St aż do The Spire → skręt w O'Connell St → Eason (Tower Records) na 40 O'Connell St Lower → O'Connell Bridge 


→ Westmoreland St → College Green → Grafton St → Bruxelles Pub na 8 Harry St → powrót na Graftorn aż do Zielonego Stefana → ulica przy St. Stephen's Green → Dawson St (po drodze siadamy przy kawie w Caffè Nero pod nr 29-30) → kontynuujemy Dawson St. → Tower Records na 7 Dawson St → Hodges Figgis na 56-58 Dawson St (wbrew pozorom to jest po drugiej stronie ulicy) → przejście przez Trinity College (wyszliśmy głównym wejściem od strony College Green) → wróciwszy na Westmoreland St po własnych śladach doszliśmy do rzeki Liffey → Burgh Quay tym razem do Rosie Hackett Bridge → Marlborough St → Abbey St Lower i stamtąd już cały czas śladami torów tramwajowych (przez Store St) do Connolly Station.

W pierwszym Towers Records kupiliśmy dwa filmy na dvd (The Seventh Seal Bergmana i In Bruges McDonagh) oraz płyty, Garden of the Arcane Delights Dead Can Dance i zestaw pięciu płyt Billy'ego Joela; bardzo cieszy mnie Joel, w sumie mamy teraz dziesięć jego płyt studyjnych). W drugim Tower Records Kochany dokupił album z najstarszymi piosenkami Eltona Johna The Classic Years. Vis-à-vis tym razem ja zaszalałam (dwie książki Vigdis Hjorth oraz Ulisses Joyce'a w solidnym wydaniu Pingwina).

Pomiędzy jednym Tower Records, a kawą i drugim Tower Records był lunch w pubie Bruxelles (zeszliśmy do Zodiaca). Druga wizyta, drugi raz bardzo dobre jedzenie. Menu krótkie (trzy główne dania do wyboru + zupa dnia), ale wiedzą, jak gotować, chwalić bogów.

Wieczorem odsłuchujemy płyty. Dzwonię do mamy, opowiadam jej o wydarzeniach ostatnich dni. Oglądamy film Bergmana. 

4 komentarze:

  1. Zgaduję po łyżkach w talerzach, że to zupa dnia. Wygląda trochę dziwnie (jak gulasz?) całkiem apetycznie. Co to takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, a właśnie, że nie. Zupą dnia był chowder, oboje zaś zamówiliśmy Irish lamb stew (czyli gulasz jagnięcy po irlandzku).

      Usuń
    2. To mnie zmyliły te widelce - założyłem, że czekają do dania po zupie.

      Usuń
    3. @Dariuszu, nie wiem, po co dali nam też widelce, może, żebyśmy mieli wybór :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.