Strony

sobota, 22 marca 2025

1922. Mały dzień.

Pogoda nie zachęcała do spacerów. Wyskoczyłam z łóżka na tyle wcześnie, że uścisnęłam Freda na pożegnanie. Zalegało mi w głowie, żeby odezwać się do Anne, wyczekałam, aż będzie obecna w sieci, żeby jej nie budzić w weekend o dzikiej porze; umówiłyśmy się, jutro przed operą będę miała więc czas na czytanie w kawiarni. W temacie książek: zamiast wrócić do tego co zostało już rozgrzebane, wolałam słuchać. Coś mi w tym pasowało. Wysłuchałam do końca Moskwy-Pietuszki Wieniedikta Jerofiejewa w wykonaniu Romana Wilhelmiego (bardzo dobry tekst, jestem zachwycona). Zrobiłam obiad, pokręciłam się po domu i już wieczór.

3 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.