Wstałam przed szóstą, przez dwie godziny siedziałam przy świetle lampy, ze szczelnie zasuniętymi oknami, więc dowiedziałam się od kota o morskiej chmurze paradującej w naszej wsi. Szaro, mgliście, mokro. Po ósmej przez chat ustaliłam z niejaką Chloe, że chcę sobie zostawić mój stary numer telefonu. Umyłam włosy. Zjadłam jajecznicę. Ucieszyłam się z zapowiedzi rychłej dostawy książek, pomiędzy godziną 12 a 13:45. Pomyślałam ocho, założę majtki, zdążę wypić małą kawę. Akuratnież dolna część garderoby była na miejscu, ale zakaszlałam się coś i weszłam na moment do kuchni. A tam przez okno widzę, że w irlandzkim deszczu, ten co zawsze Paddy już leci z paczką, otwarłam mu drzwi przed nosem, akurat, gdy naciskał dzwonek u drzwi. 11:18. Proszę bardzo, dostawa z Easona:
Do rodziców doszła z kolei reszta Fredowego zamówienia z Empiku, mama pokazała mi przy okazji własny zapas pożyczonych książek.
Kwestia przeniesienia numeru telefonu też potoczyła się błyskawicznie, miało być 3 do 5 dni roboczych, tymczasem karty SIM podmieniono mi po południu. Taki to wolny szybki dzień. Wszystko inne idzie sennie, deszcz ciapka, wieczorem przyjemnie mitrężymy dwie godziny w sypialni, a potem chce mi się czipsów, których nie ma w domu. Fred musi jeszcze po barłożeniu i prysznicu wybyć do rozmiękczonego, nocnego miasta, gdyż samochód miał przegląd w Drołdzie o idiotycznej godzinie 21:50. Wszystko poszło bardzo sprawnie, rozłożyłam się z pierwsza lekturą i herbatą, Will My Cat Eat My Eyeballs? Doughty i doszłam w niej do pięćdziesiątej strony, gdy mój Kochany jeszcze przed wpół do jedenastą wrócił do domu. Samochód chodzi super, następny przegląd za rok. Pogoda w ciemności nadal ciapata i relatywnie ciepła, na kilka następnych dni zapowiadają sztorm o imieniu Christoph.

Ostatnio zamawiam książki tylko z odbiorem w paczkomacie. Ale wy tam w Irlandii chyba czegoś takiego nie macie?
OdpowiedzUsuńOsobiście nie korzystałam nigdy z paczkomatów, ale w Irlndii też są.
Usuń