Poszliśmy z Fredem na dłuuugi spacer po dużej plaży (noc była bardzo męcząca, wylegiwałam się z dziesięć godzin i jeszcze przy śniadaniu utrzymywało mi się przyćmienie umysłu z bólem głowy włącznie, spacer był więc przyjemną koniecznością). Przyniosłam do domu kamień. Wcześniej rundka po osiedlu z Rysiem.
Widziałam Anne, która na odległość rozmawiala z Katlin, pomachaliśmy jej z Fredem powitalnie. Dni gdy jesteśmy razem i nie skupiam umysłu na niczym szczególnym to najlepszy dar. Pod wieczór małżonek jedzie na zakupy, u mnie Zaginiony testament czyli kolejny Poirot z 1993 roku, 5.4. Męczą mnie zatoki.
Od wczoraj, po opublikowaniu wyroku TK, w Polsce znowu protesty. Niech hydra wygnije. Na tę okoliczność słucham fugi a 4 voci.




Też lubię ciekawe kamienie z plaż. Tylko do morza mam daleko :)
OdpowiedzUsuńMogłaby je znosić do domu po każdym spacerze. Przyniosłam tylko ten kamyk na zdjęciu, połączenie lawy i skały o różowym zabarwieniu, często tu spotykane.
UsuńLubię Twoje zdjęcia.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Ostatnio nie możemy podróżować, więc i zdjęć jest mniej.
Usuń