Początek zimy rozgrzebał się deszczowo, nawet kot niechętnie wychodzi na dwór, raczej leżakuje w łóżku lub na parapecie. Wietrzna i mokra pogoda nie skusiła mnie dzisiaj do wyjścia, Fred wyjechał tylko po zakupy spożywcze, prezenty na parawigilię już ma (dla Jot bluzeczkę w kwiatki, dla chłopaków FIFA22).
Fausta Goethego znalazłam w wydaniu wolnychlektur.pl (2020), wysłuchałam pierwszej części. Dla równowagi głębi nadrobiłam dwa odcinki 1000-lb Sisters (po wtorkowej niedyspozycji nie pozostało śladu, ale nie chcę przesadzać z rzucaniem się tak od razu na romantyzm).
Chodzimy z Kochanym w skarpetach od Aś, ja we wrzosowych, Fred w niebieskich. Z pakowaniem się i odprawą czekam do jutra, na razie nawadniam się i przeglądam drzewo geneaologiczne.
A na mazurach i mróz, i śnieg. Jest szansa, że święta będą białe.
OdpowiedzUsuńCiekawe jak będzie u nas, na zachodzie Polski. Podobno jutro ma padać i wiać, akurat gdy lecę.
Usuń