Obudziłam się po ósmej na skrzypnięcie drzwi szafy, z myślą, że to Rysio próbuje komunikacji przedśniadaniowej. Smutek wraca.
Oboje byliśmy dzisiaj w domu, Kochany pracował nad swoim drugim projektem (przeglądanie scen, przygotowanie do montażu), ja w teorii miałam dokończyć sprawdzanie egzaminu sprzed dwóch tygodni. Gdy byłam w Polsce Fred nakupił rzeczy, np. filtr do wody Brita oraz trzy spore donice ogrodowe (bo były w przecenie). Ponieważ nadal mieliśmy do wysadzenia dziesiątki cebul, zabrałam się raczej za sprawę cebulową (pomimo sztormu zbierającego się w sobie). I tak, do podłużnej białej donicy wysadziłam kosaćca cebulowego, odmianę holenderską, białą, a do dwóch okrągłych donic rozdzieliłam po równo pękate bulwy żółtej odmiany mieczyków. Tknęło mnie też, żeby pogrzebać w pustawej donicy z narcyzami Bella Vista. Nie ma po nich śladu! ostały się tylko dwa zmizerowane osobniki, które dopiero wypuszczają słabowite pędy :( Powinnam je była wykopać na zimę; z drugiej strony Delnashaugh nie miały problemu z zimowaniem w identycznych warunkach; czyli tajemnica. Postanowiłam wykorzystać puste miejsce w donicy — tam, gdzie nie wymacałam żadnych korzeni wsadziłam dwadzieścia parę cebul Sparaksisa, nazywanego Cygańskim Kwiatem. Zobaczymy, jak im się spodoba. Wróciłam do domu z brudem za paznokciami i po męczących deliberacjach wzięłam się za sprawdzanie drugiej części egzaminu; jutro będzie trzecia, bo na bogów, naprawdę nie chciało mi się dłużej przeglądać tych infantylnych głupot.
Gronja napisała do mnie z zapytaniem, czy miałabym czas i ochotę na kilka tygodni krótkiej robótki elfowej, gdyż jej współpracowniczka sobie poszła. Muszę pomyśleć; kasa by się przydała, z drugiej strony nie wiem, gdzie to upchnąć czasowo (w temacie podania o pracę ni widu ni słychu).
Po obiedzie (pierogi ruskie) wyjechaliśmy do miasta. Fred kupił trochę produktów spożywczych, ale też jedną dodatkową donicę. Pomiędzy Lidlem i TK Maxxem zaszliśmy do Costy na kawę. Było jeszcze jasno, gdy wróciliśmy do domu, na tyle jasno, że wymieniając grzeczności z Anne zauważyłam w ogródku padłego kosa (jutro go pochowam, jeśli jeszcze tam będzie). Sąsiadka zrobiła nad ptakiem znak krzyża i opowiedziała mi z tej okazji o chłopcu, który chciał być księdzem i szukał zwierząt zabitych na drogach, żeby zrobić im chrześcijański pochówek. Rodzice skończyli jego zabawę, gdy się dowiedzieli, że dzieciak udzielał także komunii ;)
Wieczorem słuchamy muzyki, oprócz tego zajmują mnie sprawy na tyle relaksujące i błahe (jakieś myśli do kogo jestem podobna, wątki o piosenkach podnoszących nastrój, itp.), że kilka chwil później niewiele z tego pamiętam (była też rozmowa z rodzicami).
Też będę się musiał zająć na dniach swoimi pelargoniami, bo w jednej skrzynce tak się rozrosły (i zakwitły), że już pora przesadzić je do balkonowych donic.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, pelargonie podobają mi się u innych, sama nigdy nie miałam do nich ręki.
UsuńWg mnie pelargonie są jak chwasty :D One same rosną, wystarczy żeby miały słońce i wodę.
Usuń@Dariusz, chyba właśnie ich chwastowość powoduje u mnie przekonanie, że nie do końca umiem im pomóc :)
Usuń