Strony

czwartek, 17 lipca 2025

2039. Czwartek ...

... zaczął się źle. Najpierw informacja o śmierci Kołaczkowskiej, potem kot, którego dokarmiam w czasie nieobecności Anne, zabił kosa przylatującego do naszego ogrodu. Poinformował mnie o tym, wrzeszcząc w niebogłosy, z ptakiem w pysku. Więcej się do niego nie odezwę. 

W pracy lepiej, audyt finansowy odbył się ekspresowo; jedna osoba sprawiła nam przyjemność wpadając zupełnie niespodziewanie i poprawiając statystykę, o innej dowiedziałam się z emilka. Już o drugiej byłam gotowa do wyjścia; wcześnie, więc pojechaliśmy do El Paso na naleśniki, tym razem podane jak się należy.

Powrót z El Paso w deszczu, z płytą kamienną The Cure:
Kjurowe takie, mówię.
Tak, Beksiński spokojnie mógłby się chlastać.
Tylko, że już się pochlastał. Właśnie dlatego uważam całe to chlastanie za przereklamowane.
Jednorazówka, filozoficznie przytaknął małżonek.

W domu, Fred zrobił obiad (długo przygotowywał wołowe kotlety mielone, gdy konwersowałam z mamą o naszych myszach — mama podzieliła się kocimi wiadomościami z domu: dzika kotka, która zrobiła rodzicom prezent w postaci kociąt, została dwa dni temu wysterylizowana, i goi się jak na kocie). Wieczorem wyszliśmy do ogródka; Kochany pochował kosa pod kwiatkiem, który kupił jakiś czas temu. Kwiatek nazywa się kangurza łapa albo anigozanthos. Resztki murawy oraz parę obciętych badyli wyniosłam na Rysiową górkę; tak niedawno pan kos kładł się tam i zażywał słonecznych kąpieli. Teraz myślę sobie, że przybysz regularnie przepłasza nam ptaki, o przerażonym hałasie porannym u skrzydlatych sąsiadów już nie wspomnę, bo to nie może być dobry zwiastun.

Folguję sobie ostatnio, nie ćwiczę prawie wcale; zamiast tego poświęcam czas na oglądanie najnowszego mietczynskiego (z Kochanym), który nadal jest w deserowym czerwcu. No i świetnie, Fajdrosa jeszcze ogarnę (już przeczytałam, zostały jeno przypisy i komentarze).

7 komentarzy:

  1. kjurów nauczył mnie Kaczkowski. uwielbiam. taka byłam wtedy mroczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Teatralna, ja na ten przykład byłam z kolei zawsze nie w czasie. Kiedyś nie słuchałam, teraz słucham, a gdy inni słuchali, u mnie leciało The Doors.

      Usuń
    2. no ba, Dorsów też słuchałam :-)
      widzę, że klimaty muzyczne mamy podobne.

      Usuń
    3. @Teatralna, teraz słucham bardzo szerokie spektrum, ale taki był zaczyn. A w 1985 słuchałam Modern Talking :D

      Usuń
  2. Boszzz... Cure garściami. Mój imidż zanim zepsuł się to były włosy Roberta, czarny sweter, albo krawat ojca. No aż znów usłyszałam w głowie tę audycję, ostatnią. Beksiński mnie zaraził. I odwrotnie niż Teatru, wszędzie Dorsi, a ja nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Natthimlen, audycji Beksińskiego nie słuchałam, ale uważam jego postać za interesującą. W ogóle, zjawisko kierowania gustem publiczności w obliczu niedoboru jest interesujące (w efekcie przecież, w radiu lat 80. ludzie słuchali takiej muzyki zachodniej, jaką znajomi Beksińskich przypadkowo zgarnęli w sklepach za żelazną kurtyną).

      Usuń
    2. To prawda. Żyłam trójką i Rozgłośnią harcerską. Szło jak leci, bez przerwy. Jak rano włączone, to przed snem, albo i nad ranem wyłączone. Tak hartowało się moje muzyczne serce.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.