Czy był już taki tytuł? Ale naprawdę szaro, do tego mokro, po śniadaniu kot przemyka od jednego do drugiego samochodu, jak powstaniec. Fred wrócił nad ranem, poszedł spać w zasadzie po dziewiątej, po pocałunku nadobrydzień. Jesteśmy po obiedzie, za oknem mokra szarość przechodzi w wilgotny i wietrzny mrok.
___
edit 22:30 Dwie rzeczy, które dzisiaj oglądałam: próby na żywo w Royal Opera House in London oraz (teraz) wywiad Irka Grina z Tokarczuk, zaległy, bo chciałam go obejrzeć jeszcze we wrześniu. Wieczorem długo gadałam z Luś o różnych prowincjonalnych dramatach i wielkiej polityce.
czwartek, 29 października 2020
317. Szaro.
środa, 28 października 2020
316. Ostatnia środa października.
Poranek i południe bez spaceru, bez wydarzeń, z długim prysznicem po śniadaniu. Katlin znowu pasie nas sconesami podrzucanymi przez Majka.
Późnym popołudniem przedstawienie warszawskiego Teatru Współczesnego online. O osiemnastej naszego czasu zaczął się Taniec albatrosa, tekst Géralda Sibleyrasa, aktualny i przyjemnie zagrany. Co innego widzieć spektakl na żywo, ale lepszy rydz niż nic. Fred w trakcie trwania streamingu musiał się zbierać do pracy. Oczekując na sztukę obejrzałam Szelmostwa lisa Witalisa Brzechwy czytane przez obsadę w zaciszach własnych domostw (jedna z aktorek ma na półce Sodomę). Na czasie — akurat dwie nasze niemoty, prezydent i jego żona, nagle przemówiły w mediach na temat protestów.
Wieczorem skończyłam The Case-Book of Sherlock Holmes (1991-93). Ta część okazała się bardziej operetkowo-wiktoriańska, momentami nieprawdopodobna, momentami rozwleczona, w bardzo freudowsko-frymuśnym guście. Albo po prostu jest mi przykro, że Brett się męczy. Męczy się, ciężko oddycha. Smutno.
Ostatecznie straciłam cierpliwość dla śledzenia poczynań Inspirowanki. Rozumiem choroby i nieszczęścia, ale nie był to pierwszy atak manipulacyjnego ględzenia, więc wrażenie i jego konsekwencje nie mają cech pochopności. Oh well, media społecznościowe nie utulą.
Demonstracje trwają. W Polsce dzienne zakażenia covid-19 biją kolejne rekordy, u nas od ponad tygodnia liczby systematycznie spadają.
wtorek, 27 października 2020
315. Stan wojenki.
Gdy sprzątam, wiedz, że coś sie dzieje. Tylko stół i jedna półka, jutro dalszy ciąg projektu, za to znalazłam fotę, którą kocham. Mój mąż od zawsze miał styl:
Zaskoczyła mnie dobra pogoda, przed trzecią wyszliśmy na spokojny, średniotempowy spacer nad morze. Było stado ostrygojadów biegających za falami odpływu, była chmura deszczu nad Termon, która przesuwała się w kierunku wody i ten sam gigantyczny statek z cargo, który widziałam na horyzoncie ostatnio. W drodze powrotnej do męża zadzwonił Kieran, menedżer z jego pracy. Od jutra do soboty Fredowi niespodziewanie wpadło kilka zleceń w Północnej.
W nocy zmarła Krystyna JR (sądzę, że covid). Od dawna nie wymieniłyśmy opinii powiązanych sensem. Każda śmierć mnie porusza, nawet osób, których nie darzę ani sympatią (choć na swój sposób bawiła mnie ta znajomość), ani szacunkiem (z tym to już gorzej). Jeszcze dwa miesiące temu nie było fake'a, którym nie oblepiłaby politycznych oponentów na stronach miłośników PiS, a teraz jest martwa. To dla mnie symbol zmieniających się czasów. Zmarł też prof. Bednarek, legenda UWr.
No i co? Po śniadaniu zapomniałam zjeść następny posiłek, oboje z Fredem nie jesteśmy w formie, on czyta i rzuca mięsem, ja omdlewam po obiedzie, potem prasuję i wcale nie podoba mi się wampiryczny odcinek Szerloka. Jesteśmy myślami w kraju. Kaczce brakuje tylko ciemnych okularów, takich czasów dożyłam.
poniedziałek, 26 października 2020
314. Mogę tylko trzymać kciuki.
Żyję wydarzeniami w Polsce, Fred zresztą też. Spacer nad morze, samotny, energiczny powoduje, że cała blednę z chłodu (pogoda była dziś równie słoneczna i ciut cieplejsza niż wczoraj). Odcinek Szerloka z szantażystą i jak zwykle uroczą Sophie Thompson okazał się być doskonały. Poza tym dużo do siebie mówimy, w domu, w drodze do sklepów, w łóżku.
niedziela, 25 października 2020
313. Winter time.
Małżonek obudził mnie czwartą płytą Grechuty i dyskusją o swojej lekturze zakonnej. Godzina przestawiona na czas zimowy, kot łazi po mnie w nocy, a ja mam całą niedzielę rozkojarzoną wieściami o protestach w Polsce. Na spacer jedziemy na dużą plażę i idziemy długo przed siebie, w słońcu i wietrze, ubrani jesteśmy odpowiednio i dobrze nam tak. Na horyzoncie znowu płynie statek-gigant, z wielkim ładunkiem niewiadomoczego (z daleka widać trzy metalowe wieże). Gorąca herbata, na obiad steki, a potem małżonek z nosem w lekturze feministycznej. Hasła na dziś: #zmierzchlubieżnegodziada oraz #wypierdalać.
sobota, 24 października 2020
312. Dwoje odchamionych imigrantów i kot.
Po śniadaniu telekonferencja z domem, żeby tatko mógł pokazać kanie, które przed chwilą zebrał, poza tym aktualizacja wiadomości o stanie Polski ustami mamy. Pogoda jest jako taka, ale nie wyszliśmy na spacer, za to kilkakrotnie dokarmiamy szpaki. Pochłonęła mnie lektura rozpoczętego jeszcze wczoraj wieczorem Rehabu Osiatyńskiego (Iskry, 2003). Skończyłam rozsierdzona nieco ideą Boga, który niby taki jest niezbędny w terapii (poprawkę biorę, że to terapia z czasów zamierzchłych, a myśl ludzka idzie do przodu). Fred czyta Zakonnice odchodzą po cichu Abramowicz (Krytyka Polityczna, 2017). Przygotowuję obiad, potem piekę naleśniki. Po naleśnikach z dżemem truskawkowym Szerlok i The Illustrious Client. Gdybym mieszkała w Polsce, poszłabym na demonstrację. Nie antycovidową, na tę drugą. Niby kota w tej notce nie ma, ale to tylko pozory. On jest cały czas.
piątek, 23 października 2020
311. La di da, la di da.
Pogoda jest tak słoneczna, że jak raz z rana mogłam wywiesić w ogrodzie delikatne, wełniane pranie i bieliznę praną ręcznie. Po śniadaniu poszliśmy nad morze. Zapomniałam zapisać, że w czwartek dorzuciliśmy po dwie cegiełki na mural, który ma powstać we wsi, ciekawa jestem gdzie dokładnie. Fred źle spał, po wczorajszej długiej, telefonicznej rozmowie z ciocią Ce, w głowie kotłuje się mu sprawa Wu. Nie jesteśmy generałami cudzych losów. Spacer był użyteczny, (może) pomógł się zrelaksować. Po powrocie zrobiłam sobie obiad z łososiem i pomidorkami z dużą ilością cebuli, a Fred pełny śniadaniowego bigosu wyruszył z listą zakupową do Lidla i Tesco. O czwartej jestem sama w domu rozświetlonym ciepłymi promieniami słońca i dopada mnie frustracja z powodu wczorajszego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Fred wraca o piątej z zamiennikiem powideł śliwkowych. Czyli jutro z naleśnikami będzie dżem truskawkowy. Mąż przywiózł też pączki. Miałam zadzwonić, żeby kupił pączki, ale tego nie zrobiłam. Od czego są jednak moje zdolności pelepapiczne po ciotecznej prababci, Stasze.
— Szkoda, że nie spotkałam Ciebie wcześniej.
Fred się marszczy ...
— No, nieee wiem, znielubiałabyś mnie jeszcze ... ja byłem strasznie źle wychowany. Musiałem najpierw spierdolić z dala od ośrodka wychowawczego.
— Żeby odnaleźć siebie? Bardzo mi się podoba to, co odnalazłeś.
Życzę Wu, żeby też kiedyś spierdolił gdzieś, gdzie nie jest tylko nieudanym projektem rodziców. A tymczasem dla mnie kolejny Szerlok, Shoscombe Old Place (1991). Fred pisze tekst i gada ze Stu prawie godzinę, oczywiście temat Wu powraca. Chyba jeszcze jeden Szerlok jest konieczny.
czwartek, 22 października 2020
310. So, here we are.
Fred pichci bigos. Ja i kot w sypialni. Wcześniej podjechaliśmy do plaży (pęcherz na pięcie zniechęca mnie do długich przebieżek), a tam pustki lockdownowe. Rozpoczęłam dziś oglądanie The Case-Book of Sherlock Holmes (1991-93), początek zachęcający scenografią. Chłód wlewa się do sypialni przez uchylone okno, ale ptaki nadal śpiewają. Mamy dużo radości z obserwowania "naszych" szpaków, które wzajemnie, obserwują nas bardzo pilnie.
___
edit 22:40 Wieczorem płyta Grechuty Pieśni Marka Grechuty do słów Tadeusza Nowaka (1979) i odcinek Szerloka The Problem of Thor Bridge obejrzany z Fredem.
środa, 21 października 2020
309. Umysł za mgłą.
Po moim wczorajszym łkaniu zdeczka się rozpogodziło i rano mogłam iść na spacer, przetestować buty. Właziłam w każdą kałużę. Oczywiście nowe obuwie otarło mi mojego haglunda w prawej stopie, ale to nie jego wina. Pospacerowałam po plaży nawijając z tatą i tak rozgadana weszłam do domu. Fred wykorzystał ten dobry moment, żeby mi pokazać, co w nocy przywiózł z Północnej oprócz nowego czajnika Bosha: wełniany, kraciasty szalik Dentsa dla siebie, dla mnie wściekle czerwone dżinsy Scotch&Soda i wełniany, ciemnogranatowy pulowerek Tahari, czyli non-essential zakupy przed lockdownem.
Jak się machnie trzy odcinki Szerloka na dzień, to moim zdaniem zasługuje to już na miano binge watchingu. Zakończyłam The Return of Sherlock Holmes (1986-88) łącznie z Baskervillem, w tym dwa dni zajął mi sezon czwarty (ten z dziwnymi włosami Bretta, aktor obciął je sobie osobiście w ataku manii). Sprawa bardzo mnie fascynuje — ChaD, męska moda z tej epoki, pisanie stalówką. Podobały mi się wrzosowe krajobrazy często obecne w tej części serii. A teraz umyć twarz i na Wodnikowe Wzgórze, zaraz wejdę do rozdziału trzeciego, Efrafy. Dzisiaj jest dziwny dzień.
wtorek, 20 października 2020
308. Muuuuuuuuu.
Fred pojechał do Lisburn z glejtem umożliwiającym mu podróżowanie, a ja siedzę w domu w rękawiczkach bez palców, których nie nosiłam od czasu, gdy z rok temu odpadł mi od nich podczas afery zgubieniowo-odnalazczej jeden z guziczków. Guzika adekwatnego, małego, szarego nadal nie doszyłam. Właśnie skończyłam oglądać The Devil's Foot, czyli chronologicznie kolejny odcinek po obejrzanym wczoraj The Sign of Four. Pogoda jest taka, że matko matulu, tylko herbata i Szerlok biegający po Kornwalii w rękawiczkach podobnych do moich ze słowami Death is always with us! (akurat to powiedział Watson, ale Szerlok się zgodził). Potrwa ta ujnia pogodowa jeszcze trochę, a zamienię się w wielką, kosmatą ćmę opatuloną w kokon z zielonego koca.
poniedziałek, 19 października 2020
307. Idą deszcze, trzeba glany pastować.
— rzekł Fred.
Sprawy wczorajsze skończyły się tak, że obejrzeliśmy Szerloka razem (poczekałam więc, aż fasolka po bretońsku będzie gotowa). Poszliśmy spać długo po północy i za drugim razem obudziła mnie Luś, która bardzo chciała pogadać o życiu (za pierwszym razem obudził mnie kot, który dwa razy spadł z łóżka, ale nie zniechęcał się, bo stanowczo żądał wypuszczenia na dwór o 6:45). Z włosem zmierzwionym, z pierwszą herbatą w kubku, zaczęłam poniedziałek od ploteczek z Polski. Pogoda jest parszywa. Do tej pory nie wystawiłam na dwór ani kawałka nosa. Po śniadaniu (fasolka) i pseudoobiedzie (odmroziłam rosół), Fred pojechał po chleb i czekoladę dla żony, a żona wskoczyła pod kordłę, aby potowarzyszyć kotu.
niedziela, 18 października 2020
306. Joga, pandemia, kontakt, cmentarz.
Pierwszy raz do kontaktu z Alison użyłam aplikacji zoom. Zajęcia były udane, do tego słoneczko wyzierało przez okno w kuchni. Tak to ja mogę codziennie. Fred wstał później, żeby mi się pomiędzy asaną łabędzia i smoka nie plątać. W efekcie mąż po swojej kawie zamiast śniadania miał od razu obiad. Wcześniej wysłał długo odkładanego smsa do Wu. Trudno jest ułożyć w krótkie zdania, to co się kotłuje w głowie, szczególnie jak z góry wiadomo, że odbiorcę łatwo można przytłoczyć, bo jest łatwoprzytłaczalny. Pozytywnie mnie zaskoczyło, że Wu dość szybko i składnie odpisał. Widocznie czuje się lepiej, miejmy nadzieję, że nie chwilowo.
Po obiedzie pojechaliśmy na cmentarz:
Jak to "po co?". Zdjęcia zrobić. Po powsinodze cmentarnej zajechaliśmy do TK Maxxa w Drołdzie. Dostałam w prezencie buty timberlandy, na lżejsze wycieczki, ale za kostkę i w goretexie, oraz ocieplane rękawice börjessona, obydwie rzeczy przydadzą się w spacerach nad morzem. W drodze do domu na chwilę skręciliśmy na wiejską plażę, chyba głównie po to, żeby sprawdzić, czy wymiotło dzikie tłumy obecne tam w południe. Wymiotło, ale było około szóstej, na wieś nadpełzła jesienna szarówka. Dosłownie przed domem Fred odebrał telefon od Kaś Matki Kotom — dostaliśmy wiadomość, że nasza wspólna znajoma załapała covida, tego co wg niektórych nie istnieje. Fred zamierza robić fasolkę po bretońsku, ja po prysznicu będę kontynuowała oglądanie Powrotu Szerloka, zapewne będzie to odcinek o sześciu Napoleonach. Drapie mnie w gardle, ale niedziela na plus, poza njusem o pechowej Iwonie.








