Nie znalazłam krótkometrażówki Matuszyńskiego
Niebo, którą chciałam legalnie obejrzeć w sieci, ale i tak, zanim Fred pojechał do pracy, rozmawialiśmy sobie o tym jak to jest, że dzięki chorobie (przynajmniej niektórzy) zostają wyzwoleni z tego, co wypada, albo co tam sobie kto uroił. Przypomina mi się pani Pi i jej złudzenie, że praca nadaje ważność jej życiu. Do tego słuchamy
Najemnika Dżemu (1989) — teksty są diagnostyczne. Rysiu, chciałoby się powiedzieć,
nie "panie, panie", tylko przestań brać! Muzyka niezła, to słowa drażnią.
Dopinam plan jak w czasie najbliższej wizyty w Polsce przemieścić się z lubelskiego do Wro. Kolejny bilet kupiony. Tymczasem niebo po pierwszej:
Cirrocumulusy/Altocumulusy nad wsią :)
Wideokonferencja z rodzinką w Polsce (zapowiedziałam się z wizytą na luty). Dwieście przysiadów zrobione (i słabo mi w związku z tym). Na Ninatece wyhaczyłam inny film Matuszyńskiego,
Offline, krótki metraż i fabuła w jednym (2012), film o tym jak internet wspiera młodzież w tym do czego ma ona naturalną skłonność — w życiu urojonym.
— To jest jedyna osoba, którą dobrze znam.— A Ty ją w ogóle kiedyś widziałeś?
(fot. Mikael Jansson, 2010)
Idę poszukać na półce jakiejś płyty Iggy Popa ;) Dobranoc, pchły na noc.
PS. Pękłam ucho w ulubionym kubku mojego męża. Bu!
Można pić i z kubka bez ucha :)
OdpowiedzUsuńPrawda to :) Sama tak przez długi czas miałam z moim ulubionym kubkiem z krową :)
UsuńOooo... cenzura?
OdpowiedzUsuńRaczej prewencja :D
UsuńCenzura prewencyjna :P
Usuń:P na dodatek spolegliwa dla Ciebie. Uuuuuu ... :)
Usuń