Po południu, gdy Fred pojechał do pracy, posmarowałam bolący palec wskazujący Voltarolem i miałam taki atak paniki, że chyba więcej go nie użyję. Ostatnio zrobiłam się wrażliwa na takie dziwne historie, łeb mi wysiada, albo nabawiłam się uczulenia. No chyba, że to tak podziałała na mnie rozmowa z teściową przez telefon. Teściowie siedzą zamknięci w mieszkaniu i się boją. Tymczasem Fred wrócił z Północnej całkiem wcześnie, bo przed ósmą. Zgubił gdzieś swoją czapeczkę i punkowy szalik. Po pizzy zasiedliśmy do teatru tv na Ninatece, Komety (2015) w reżyserii Leszka Dawida z Kuleszą. Nie wiem o czym to było, ale dobrze zagrane.
Poniedziałek.
Przed południem poszliśmy na spacer, akurat morze zaczęło wracać. Chłodno, ale byliśmy właściwie odziani, marsz nas nie pokonał, tylko dodał wigoru. Już w domu Fred poprawia i renderuje, renderuje i poprawia, z pojedynczych scen zaczyna się układać coś dużego.
Jaki jest koronny argument mojego męża?
— Wcale że nie!
___
edit 21:51 Skończyłam Księgę Komety — dość na temat, bo m.in. o epidemii dyzenterii we Lwowie 1759 roku. Wieczorem natomiast wyciągnęliśmy z domowej wideoteki Woody'ego Allena, tym razem Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się o to zapytać (1972), Burt Reynolds, taki młody, chyba jeszcze bez tupecika.




Szalik i czapeczka odwaliły dobrą robotę przez 11 lat służby na straży wizerunku ;-) Jedno i drugie mocno wystrzępione, ale nie pękały!!!
OdpowiedzUsuńCzapeczka była z DKNY. A szalik-chusta powiewał także chyba na jakiejś naszej wyprawie w góry ...
UsuńPrzy poprzedniej notce dwukrotnie usiłowałam wstawić komentarz, ale mi pożarło. Może dlatego, że przez komórkę a nie komputer... nie wiem.
OdpowiedzUsuńJestem zachwycona Waszą kamienistą plażą- jest przepiękna!! Kocham kamienie i był czas kiedy namiętnie je zbierałam. I tego przede wszystkim Wam zazdroszczę: wolności i kamieni! Serdecznie Was pozdrawiam.:))
Każdy komentarz moderuję i z pewnością nic nie przegapiłam. Irlandzkie plaże są chłodne w zasadzie przez cały rok, ale ma to swoje plusy - parawaniarzy nie ma, można się cieszyć namiastką dzikości.
UsuńCieszę się, że nasz zakątek Ci się podoba. Odmachujemy przyjaźnie ze wschodniego wybrzeża :D
dobrze, że teściowie siedzą w domu
OdpowiedzUsuńmoim rodzicom nie mogę przemówić do rozsądku i dziś poszli na zakupy, mimo że mówiłam, że jakby co niech dzwonią
gadam jak do ściany
Z jednej strony może nie powinni wychodzić, z drugiej ... i ten, kto przynosi im zakupy, może ich zarazić. W sieci jakaś pani z Wawy, chcąc podkreślić jak bardzo dbająca i gospodarna jest, ogłosiła wszem i wobec, że ona 100 km jedzie co drugi dzień do rodziców, żeby im zakupy przywieźć ... i, jak się domyślam, chyba koronę z miasta przywieźć. Nie można dać się zwariować, o zachorowaniu często i tak decyduje przypadek.
Usuń