Żonkile rozkwitają w najdziwniejszych miejscach, sporo osób kolażuje na drogach, sklepy umiarkowanie napełnione, jest w każdym razie wszystko co trzeba, tylko po czosnek do kurzyny na obiad jedziemy na moment do Tesco. Gdy wracaliśmy na wieś, zaczęło dość intensywnie padać. Przystanęliśmy w Termon i kupiliśmy dwie filiżanki do espresso, każda od innej parafii. Akurat przy wejściu montowano pojemnik z płynem odkażającym. Małe buteleczki do dezynfekcji rąk były też przy kasie, a w kawiarni w porze lunchu tłum. Zamiast kawy, wybraliśmy plażę, która właśnie znikała:
... zostało pół godziny do szczytu przypływu.
Soundtrackiem dnia jest koncert Piotr Bukartyk Live – 25 l wody w ustach (2007) nagrany w radiowej Trójce. Jedziemy z nim do Drołdy. Gdy nieco zziębnięci wracamy z panem Piotrem do domu i pijemy rozgrzewające płyny, czytam na stronie Ryanaira, że loty do Polski zostały zawieszone do 31 marca. Czyli nie lecimy, sprawa rozwiązała się sama.



A na Mazurach śnieg spadł w nocy. I nadal miejscami leży na trawnikach.
OdpowiedzUsuńNo proszę, czytałam, że w lubelskiem również. U nas za ciepło nie jest, trochę nas owiało, chociaż spacer był krótki :)
UsuńDolnośląskie w słońcu ...choć kapkę pochłodniało :) Ludzi na chodnikach jednostkowo, cisza ... czasem przemknie jakieś auto. Pozostaje książka , muzyka i "telefon do przyjaciela".
OdpowiedzUsuńTo dobry plan. U nas niedziela skąpana w słońcu.
UsuńU mnie Luby upolował chleb - pierwszy od trzech dni
OdpowiedzUsuńI świeże warzywa
Jaka to była radość
Jest w tym jakaś paranoja, ludzie wyobrażają sobie chyba, że są bohaterami w powstaniu warszawskim ...
Usuńjedno jest pewne, mój Luby zostal bohaterem domu
Usuń