poniedziałek, 9 marca 2020
83. Rocznica oświadczyn.
Deszcz, a gdy pada dzieci się nudzą. Lenimy się więc strasznie, piszemy, kaszlemy, Fred internetowo kupuje bilety do teatru na sobotę i od razu umawiamy się na spotkanie przed sztuką w trzy pary we włoskiej restauracji w Drołdzie. Wysyłam parę cv, zjadam mnóstwo ciasteczek, przez otwór w drzwiach wpada do nas Fredowa karta gp. Wieczór. Oboje siedzimy z poważnymi minami i słuchawkami na uszach, mąż nakłada filtry w swoim filmie, ja oglądam archiwalne The View, choćby dlatego, że lubię Whoopi Goldberg.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A na co do teatru?
OdpowiedzUsuńPrzyjeżdża do nas warszawski Kwadrat z "Godzinką spokoju".
UsuńJa jakoś nie lubię chodzić do teatru. Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :) jusinx.blogspot.com.
OdpowiedzUsuńDlaczego nie lubisz? :)
UsuńWyjazd do teatru czy na koncert to dla mnie święto! Wydaje mi się, że gdybym mieszkała w wielkim mieście, to chodziłabym bardzo często! Ale może mi się tylko tak wydaje?...;)
OdpowiedzUsuńMieszkamy na prowincji i ze zgrozą policzyłam, że ostatnio byliśmy w teatrze w styczniu ... 2 lata temu. I to wcale nie tutaj, tylko w czasie włóczęgi po Dolnym Śląsku. Wstyd. Myślę, że jeśli chodzi o nas, mieszkając w Dublinie "bywalibyśmy" tu i tam często. A tak, jest to dla nas wyprawa ...
Usuń