Poszłam spać wg planu, ale o drugiej w nocy i tak oczy otwarte. Za to po trzeciej w ciągu dnia, gdy byliśmy na zakupach i siedziałam w samochodzie przed ogrodniczym (gdyż one person per household allowed), w ciepełku nieomal odleciałam w objęcia Morfeusza. Dość męczące to przestawienie wajhy w głowie, które samo się zrobiło w drugą stronę gdzieś po drodze. Spać w nocy, nie spać w dzień — mój projekt na ten tydzień ;) Podobno jakiś brzydki sztorm uderza w wyspę od zachodniej strony, a my siedzimy tutaj i wiemy tyle, co przeczytamy.
___
edit 22:40 No i cóż, miało być lulu o tej porze, a tutaj im dalej w las, tym bardziej się nakręcam. Najpierw, już w łóżku, posłuchałam sobie o prawdziwej historii kanibalizmu, która stoi za Moby Dickiem, potem od Dire Straits przeszłam płynnie do Animalsów, a od Erica Burdona do Rolling Stonesów, od słowa zaś do słowa, siedzę w kuchni po dziesiątej nad pizzą z salami, wzmocnioną przez Freda pomidorami, papryką i cebulką, i gadamy o esemesach między Borysem Szycem i Latkowskim. Co św. Zanussi powiedział, też jeszcze muszę przeczytać. Jak tu nie być kotem w takim domu?
Ale domowa posada kota jest już obsadzona, ty co najwyżej możesz być sową :P
OdpowiedzUsuńBycie sową może nie jest takie złe, ale co, jeśli trzeba będzie pójść do pracy, i to nie będzie stanowisko nocnego portiera? :D
Usuń