Strony

poniedziałek, 25 maja 2020

160. Szed w kolorze sejdż.

Wstałam wcześnie (w porównaniu z innymi dniami) i pełna energii. W ogrodzie załopotała na wietrze świeżo uprana pościel, a my z mężem wzięliśmy się za pierwsze malowanie szeda. Zabrało nam to dobrą godzinę i nawet nie zrobiliśmy przy tym za dużo bałaganu. Pogoda ciepła, tyle, że po południu zaczęły się nad wsią zbierać chmury. Wyczerpani robotą zjedliśmy obiad i wtedy zapukała do nas Katlin z dwoma sconesami w sreberku. Jak to z Katlin, rozmowa nie mogła być krótka. Dowiedzieliśmy się, że we wsi był przynajmniej jeden przypadek korony (pan sąsiad był już po kwarantannie i akurat przechodził, to mu pomachaliśmy). Sąsiadka oczywiście pochwaliła malowanie szeda i nowe nasadzenia, zapraszała też, żebym zobaczyła kiedyś jak rośnie jej kalia w ogródku za domem i ekspercko rzuciła okiem na naszą, którą dostaliśmy od niej w zeszłym roku. Rysio objawił się po obiedzie i przy okazji rozmowy z sąsiadką, chodził naokoło i nadzorował. Po pogaduchach na ulycy, w kuchni sconesy zostały posmarowane masłem i zjedliśmy je ze smakiem podczas oglądania dokument Baumgart Love 404 (2018). Taka tam miniaturka o bidzie w Łodzi, smutna i un poco przerażająca. Zapowiadał się deszczyk, ale gdy około szóstej się nie pojawił, pomalowaliśmy skrytę drugą warstwą farby w kolorze szałwiowym. Pomogłam Fredowi przy pierwszym malowaniu płotku do ogródka i podlałam roślinki. Ryszard cały czas kręcił się naokoło domu obserwując, co na jego terenie znów wyprawiamy ... z ogonem w górze obszedł szopkę, przyglądał się Fredowi z murku, gdy ten malował płot i bramkę. Kot jest lepszy niż kino domowe.

Padnięta jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.