Strony

środa, 27 maja 2020

162. I pięknie jest.

Tatko ucieszył się z porannego telefonu. Jakby nie było, 69. Mówi, że się do nas wybiera. Mam nadzieję :). Ostatnio naprawdę wcześnie się ogarniamy, widać fizyczna praca dobrze nam robi. Po śniadanku poszliśmy na wiejską plażę, duży odpływ, sporo ludzi, ciepło, słonecznie. Przy zejściu z plaży przez domki letniskowe takie coś mnie uśmiechnęło:


W drodze powrotnej spotkaliśmy Paula, który akurat wynosił śmieci. Fred nas przedstawił, wymieniliśmy zwroty grzecznościowe i około południa byliśmy już z powrotem przed domem. Przebrałam się i znów pojechaliśmy do Woodiesa — wczoraj mąż tak się zaangażował w brutalną walkę z trawnikiem, że potrzebujemy kory ozdobnej do wypełnienia luk między kwiatkami. Przy okazji (czy wczoraj nie były ostatnie zakupy chabaziowe?) kupiłam wieloletnią gerberę do doniczki, która stoi "na pusto" po wysadzeniu lawendy do ziemi. Przy kasie okazało się, że jak kupujemy dwa wory, to trzeci gratis i teraz mamy 75 l x 3, żeby sobie nadwyrężać kręgosłupy przy przenoszeniu pakunków z bagażnika. Ale zanim to nastąpi, obiad. Piersi kaczki z kartofelkami i Fredowa surówka z rzodkiewki i dymki w śmietanie. Pyszności! Ja mam siłę jeszcze zjeść zakręconego danisza z Lidla, Fred mruży oczy z zadowolenia i udaje się w kierunku sypialni. Stan na teraz: kot wszedł przez okno, słabym głosem rzekł miau, leży pod nogami i chrabęści, mężowski chyba zasnął w łóżeczku, za oknem irlandzkie lato, słychać jaskółki, które od rana usiłują założyć dom za lampą nad drzwiami Judżina. Sjesta.
___
edit 22:30 Po ponad godzinnej przerwie poobiedniej (prawie drzemka) powoli wzięliśmy się do pracy. Fred zrywał darń, ja podsypywałam ziemię, gdzie trzeba, i korę. Zajęło nam to sporo czasu, wg zasady "take your time" (oboje mamy powichrowane kręgosłupy). Przy okazji obfociliśmy kota i przyglądające się nam ptaki. Nie obyło się bez pogawędki z Anną i Katlin — tej drugiej pokazaliśmy Fredowe buty ze snów. A teraz, po zachodzie słońca, pizza z Lidla z bakłażanem i czarnymi oliwkami, gadamy o życiu, sąsiadach, mieszkaniu na wsi, Fred wspomina swojego kuzyna do którego zajdziemy na cmentarz, gdy znowu zawitamy na Dolny Śląsk.

2 komentarze:

  1. Też miałem dzisiaj prace ogrodnicze - obłamałem jedno geranium, bo mocno wybujało przez zimę i się poparzyłem przy okazji, wyrywając z donicy małą pokrzywę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka praca daje satysfakcję, przynajmniej, gdy nie trzeba jej wykonywać codziennie, i gdy brakuje trochę innego ruchu :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.