W zasadzie mieliśmy już iść (po obiedzie) na wiejską plażę, Fred dopijał kawę, gdy za oknem zamajaczyła nam głowa Ka. Nasi przyjaciele akurat wracali z dzieckami z klifów i zajechali do nas w drodze powrotnej. Podałam Ka naszą dobrą kawkę w mojej filiżance, wypił ją stojąc na trawniku, gdy się ekspresowo ogarnialiśmy. Na niebieskiej plaży chłopcy budowali zamki, a my zaliczaliśmy pierwsze w tym roku leżakowanie na kocyku (nie lubię się opalać, ale lubię się wygrzewać). Spacer i zbijanie bąków zabrało nam dwie godziny, wróciliśmy około szóstej po południu. Małżonek ambitnie postanowił jeszcze popracować i w zachodnim rogu trawnika wysadzić pozostałe trzy żurawki, które od kilku dni czekały na swoją kolej, oraz przesadzić dwie zeszłoroczne lawendy. Skończyliśmy się grzebać po dziewiątej. Potem woda i yerba dla Freda. Akurat Thomas zaszedł pogadać, przepowiedział na jutro lato jeszcze większe, idealne do malowania szeda, i stwierdził, że nigdy nie widział takiej pogody o tej porze roku. A on z kutra widoki miał najlepsze. Znowu też pochwalił grubość kota Ryszarda (kot przysłuchiwał się tej rozmowie pod samochodem, który zajechał do Judżina). Thomas wygląda jakby sam kręcił kabestanem, i to bez handszpaka (tak twierdzi Fred). I tak jakoś, od tej uwagi wychodząc, już w domu nad pizzą, zaczęliśmy rozmawiać o wyższości irlandzkich wykonań szant nad polskimi. I musiał zabrzmieć Luke Kelly. Po szantach poszły różności Dublinersów.
— Czy to jest piosenka o Londonderry?
— ... o Derry, poprawił mnie Fred.
Tutaj takie rzeczy robią różnicę.
Dublinersi! Luke Kelly, świeć Panie nad jego duszą, no, on to umiał zabrzmieć! ^_^
OdpowiedzUsuńTak uważam, i słucham Dublinersów najczęściej z lat, gdy Kelly im przewodził, choć Ronnie Drew też dawał radę :)
UsuńDziwne trochę ten komentarz Thomasa w kwestii tuszy Ryszarda. Powiedziałbym - niepokojący wręcz :D
OdpowiedzUsuńMam to nieprzepracowane i koncypuję sobie, że Thomas chciał powiedzieć komplement ;)
UsuńMnie się Alf przypomniał :) Thomas nie jest rudy i bujnie owłosiony?
Usuń