Strony

piątek, 1 maja 2020

136. Lato?

Rano: wstałam do sceny z horroru. Zadowolony Rysio siedział rozciągnięty w drzwiach kuchni, a za nim podłoga pokryta była drobniutkiemi, czarnemi piórkami. Żebym nie miała złudzeń, znalazłam też pół małej główki. Kot pękał z dumy, a ja z rozpaczy. Wychowałam potwora!

Po śniadaniu: Fred pojechał sam na zakupy do Drołdy, gdy wrócił, trochę zajęło mi czasu przygotowanie obiadu, a po herbatce, coś przed siódmą, wyszliśmy na wsiowy lans i spotykaliśmy po drodze małego kotka, którego Rysio tak się wystraszył, gdy kilka dni temu ciągnął się za nami:


Chmury nad wsią były deszczowe, wzięłam ze sobą płaszcz, bo byłam pewna, że w drodze niechybnie zmokniemy. Z daleka już widzieliśmy, że nad morzem pada. Prawie nie był wiatru, ale niebiański prysznic konsekwentnie wędrował w głąb morza ...


... nad plażą przez jakiś czas wisiała taka chmura:


... ale gra świateł z minuty na minutę zmieniała się na naszą korzyść:


Spotkaliśmy chyba tego samego pieska, co jakiś czas temu, tym razem bez opiekuna. Pies wydawał się miło spędzać czas na plaży taplając się w łagodnych falach przypływu i od czasu do czasu zachęcając przechodniów do rzucenia mu piłeczki:


[glany mojego Freda:]


W czasie spaceru śledziliśmy jak zza chmur powoli wyłania się tęcza, jeden jej koniec był nad Głową, drugi moczył się w wodzie, gdzieś około miejsca, gdzie od samego początku na horyzoncie widzieliśmy statek, o którym początkowo sądziłam, że to Michael, nasza lokalna łódź ratownicza.


To był dobry pomysł męża, iść tak przed siebie wieczorem. Słońce coraz wyżej, dzisiaj jest kalendarzowy Beltain — pierwszy dzień iryjskiego lata. Jeszcze wiek temu w ten czas farmerzy zapalali na polach dwa wielkie ognie i przepędzali pomiędzy nimi swoje stada bydła, by chronić je przed chorobami, dokładnie tak samo jak przez tysiące lat :)


W drodze powrotnej dobiegła nas przyjemna woń pieczonego ciasta wydobywająca się z lokalnej włoskiej pizzeri, która podaje klientom zamówienia przez okno. Nieśmiałe próby powrotu do normy.

Po dłuższym mędrkowaniu zaraz zasiądziemy do Francuskiego łącznika (1971) Friedkina.

4 komentarze:

  1. U moich rodziców kot non stop zostawia na wycieraczce jakąś zdobycz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam małżowi, że w moim domu rodzinnym, najstarszy kot zostawiał myszy na wycieraczce. Bo to była wycieraczka do jego domu, chociaż jako dorosły nie zawsze do niego wracał na noc. Czyli Rysio po ponad roku czasu uznał, że jest u siebie. No i teraz może myśli, że ta jego matka to wariatka, bo zaraz się wzięła do sprzątania :)

      Usuń
  2. Wreszcie i u nas zaczęło padać. Pierwszy w tym roku całonocny deszcz. I tak ciagle mało, ale dobre i to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam budzić się do porannego deszczu pukającego w szyby :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.