— To moja ulubiona, uśmiecha się Fred.
Więc idziemy nad morze, każde z nas z piosenką Hop, szklankę piwa w głowie. A tam morze się srebrzy i inne takie:
![]() |
| chełbia modra |
Z dobrych wiadomości: Leo ogłosił, że jak tak dalej pójdzie, to od poniedziałku ósmego, czyli za tydzień, będzie drugi etap odmrażania Irlandii. Firmy już jakby coś wiedziały, Fred dostał wiadomość o trzech możliwych zleceniach na przyszły miesiąc. Ja z kolei dostałam telefon z Dublina, że mogę się nie napalać na jutrzejszą wizytę u lekarza, bo pani dermatolog nadal jest poza krajem i nie wiadomo, kiedy przyleci.
Mąż usunął kolejną, niewielką część darni w dwóch różnych miejscach trawnika przed domem, czemu kotek Rysio przyglądał się spod krzaczków lawendy. Prace będą kontynuowane w najbliższym tygodniu, jeśli pogoda i Fredowe plecy pozwolą. To był kolejny dobry dzień w naszej Irlandii, teraz siedzimy w kuchni, Fred popija kawę i szuka na empiku biografii Pilcha, słucha muzyki, ja piszę a w myśli sposobię się już pod prysznic.


Z polskich wykonawców mam tylko zbiór płyt Anny German.
OdpowiedzUsuńU nas jeszcze jest jeszcze zbiór "Piwnicy Pod Baranami" (2001), ale Fred kompletuje również dyskografie ulubionych zespołów, np. Voo Voo czy Kultu.
UsuńLubię Twoje zdjęcia. Są surowe i odczytuję w nich duszę Irlandii.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Irlandia jest właśnie taka, chłodna, czasem chmurna, ale piękna :)
Usuń