sobota, 23 maja 2020
158. Jeszcze wczoraj,
przy okazji zdalnej rozmowy z Kaś Matką Kotom, odkryłam, że anulowano loty, które zaplanowaliśmy na koniec czerwca. Problemy same się rozwiązują, pytania same sobie odpowiadają. Mężowi znowu śniły się skarpetki, poza tym z wyprawy do Lidla Fred wrócił z chlebem i bukietem białych róż :) Poruszenia powietrza mokre i nadal niemiłe. No i obejrzeliśmy Nic się nie stało Latkowskiego (2020), rzekomą odpowiedź telewizji narodowej na niezależny film Sekielskich. Dzięki ujęciom z dronów i aktorskim rekonstrukcjom, reżyser zdołał rozciągnąć materiał na dwudziestominutówkę do trochę ponad godziny. Poza zeznaniami sprzed lat, czytanymi przez aktorów, i przemieszczaniem się Latkowskiego po plenerach, które niczego nie wniosły do sprawy, jest niewiele więcej. Film bardziej o stręczeniu nastolatek niż o pedofilii.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Widziałaś, jak reagowałem podczas oglądania. Film chwytający się żenujących tricków mających, jak przypuszczam, budować nastrój grozy, a wbrew zamysłowi reżysera, robiących dłużyznę i podważających merytoryczność dokumentu. Żeby główną bohaterką zrobić ciocię samobójczyni, która właściwie niczego ciekawego nie wnosiła, pokazywała palcem, gdzie denatka mieszkała, którędy prawdopodobnie szła na tory się zabić, etc... Do tego obrazki z gatunku "ch. wie po co", jak ujęcia z drona na jadące pociągi. Zamiast wywiadów z ofiarami gwałtów, odczytywanie ich zeznań przez aktorów - i to niewysokich lotów. Myślę, że czystej, reporterskiej roboty było tam maksymalnie na 15 minut. Samo to by wystarczyło dokument uznać za dramatycznie słaby, a przecież jeszcze dochodzi kwestia najważniejsza: pomawiania bez żadnych dowodów, na podstawie samego tylko bywania w popularnym klubie. To nie była agencja towarzyska, gdzie samo wejście chluby nie przynosi. To był modny klub próbujący kreować się na miejsce śmietanki artystycznej. Jak mógł zwykły klient klubu zorientować się, że gdzieś tam przy stole Krystek umawia małoletnią dziewczynę z klientem, skoro technicznie wyglądało to tak, że wychodzili z klubu do samochodu i odjeżdżali. Przecież taki film może wręcz położyć śledztwo, podsuwając fałszywe tropy. Bo jedyną wiarygodną rzeczą z filmu było to, że prokuratura daje ciała, ale jeśli reżyser podaje takie gówno jako materiał dowodowy, to tak naprawdę daje prawdziwym sprawcom swoiste alibi - oskarżenia na oślep podważają wiarygodność oskarżyciela.
OdpowiedzUsuńA to wiarygodność oskarżyciela jest potrzebna do skazania? "wola polityczna wyrażona przez naród jest nadrzędna wobec prawa" A oskarżyciel działa w służbie państwa a więc narodu. Ku temu zmierzamy.
UsuńMy nie zmierzamy. My się w takim stanie znajdujemy. Chciałbym powiedzieć, że od roku 2015, ale to nieprawda. Prokuratura mataczy, sądy fałszują materiał dowodowy odrzucając te niewygodne. To trwa niezmiennie od czasów stalinowskich. Raz jeden w historii próbowano osądzić za przestępstwo sądowe (konkretnie za bezprawne aresztowanie) niejaką prokurator Wolińską, ale z powodów formalnych nie doszło do aresztowania, ni ekstradycji. Tyle, że to była sprawa generała Fieldorfa Nila, więc zrobił się hałas. Sprawy zwykłego Kowalskiego są w łapach przestępczej spółki śledczy - prokurator - sędzia i nikt oprócz rodziny o tym nawet nie usłyszy. Od pięciu lat robi się głośno za sprawą politycznego wykorzystywania sądów i prokuratorów, ale tylko w tym wypadku. Dobre i to, tylko że przysłowiowy Kowalski dalej jest rzucany hydrze na pożarcie.
Usuń