sobota, 9 maja 2020
143. Średnio.
Piątek. Dwa razy wybieramy się na spacer nad morze, za pierwszym dołącza do nas Ryszard i dochodzimy tylko do szkoły, za drugim zawracamy przez wieś, bo jest mi jakoś zimno, przy okazji mąż po drodze kupuje w aptece termometr. Po południu przelotem wpada do nas Ka z rodziną i dwiema żółtymi żurawkami (odmiana Key Lime Pie) oraz dwiema herbacianymi żuraweczkami (odmiana Sweet Tea, btw. żuraweczki to mieszańce międzygatunkowe żurawki z tiarellą). Kiedy ja stękałam w łóżku i zaciągałam się dużą ilością płynów, żeby pomóc gardłu, Fred wkopał dwa kwiatki, reszta poczeka na zakup ziemi ogrodowej. Oglądamy Zabójstwo Jesse'go Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda (2007), a w nim Nick Cave. Jak słowo daję, people just ain't no good. Tak jak w tym filmie widzę postać Brada Pitta — nic zabawnego, męczący człowiek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Szybkiego powrotu do zdrowia życzę!
OdpowiedzUsuńDziękuję, jest lepiej. Czasami mam jakby na coś uczulenie, ale nie wiem na razie, co to za zjawisko.
UsuńŻurawki - brzmi jak coś do picia z niewielką zawartością alkoholu :)
OdpowiedzUsuńKuruj się.
Jako rzecze poeta, cuś w tym jest.
Usuń