Strony

środa, 8 stycznia 2025

1849. Kolejny poranek ...

... obłożony grubym, białym szronem. Kochany zauważył, że za znikanie jabłek jest odpowiedzialna wrona, mąż przyłapał ją jak posilała się sprawnie przytrzymując sobie owoc wronim pazurem. Reszta czeredy jak zwykle, a pan kos nieśmiały. Zdjęcia zrobione przez brudną szybę:





Wyjechaliśmy. Najpierw do TK Maxxa po nowy kalendarz ścienny (pani na kasie pochwaliła Freda za outfit, napomknęłam jej zgodnie z prawdą, że to jest właśnie najelegantszy pan we wsi, a jam jego małżonka, muszę sobie jakoś z tym radzić), potem do Jyska na oglądanie mebli (mamy szafę na oku, w zasadzie witrynkę, trzeba podjąć decyzję jak zagęścić naszą dziuplę), był zakup dynksa w Homestore i jeszcze w Harveyu Normanie gapiliśmy się na maszyny do kawy robienia (Smeg się nam podoba). Następnie cofnęliśmy się do centrum miasta, żeby coś zjeść. Tutaj spotkały nas dwie niespodzianki. Po pierwsze Cedar Gate chyba znika z panoramy miasta, ściągnięto szyld, miejscówka jest w remoncie. Wobec takiego zwrotu akcji (dwa miesiące temu nic tego nie zapowiadało) Kochany wspomniał o The Merchant, przeszliśmy obok, sprawdzić lokal, a tam podobnie, ciemno głucho, nikogo nie ma w domu! Cóż nam pozostało, udaliśmy się do Il Forno. Menu jakieś takie wyskubane, bez mojego ulubionego makaronu, ale przynajmniej obsługa miła. Trudno, oboje zamówiliśmy pizzę i oboje wzięliśmy niedojedzone resztki do domu, żeby mieć jeszcze miejsce na kawę, gdyż po drodze Czarna przecież.

O trzeciej byliśmy kawy pełni i prawie gotowi do powrotu. Jeszcze tylko skręt do Szkota, do księgarni, gdyż puzzle 1000 za mną chodziły od co najmniej roku. Z wielu literackich historii obrazkowych wybrałam tę:

Żadnych książek tym razem, podotykałam kilka, ale byłam niezłomna ;) Kochany za to skręcił do dziupli z płytami, i skoro ja mam puzzle, to on ma najnowszą płytę cd The Cure, Songs of the Lost World (2024).

Kalendarz ścienny’25 już wisi, szkoccy koloryści, np. taki George Leslie Hunter:


... w głośnikach The Cure. Dobre to jest.
____
edit 22:00 Stary mietczynski opowiadał o kinowym Wiedźminie, a nowa Gosia o rupieciach zakupionych po charity shopach w nowym roku; The Cure zaśpiewali nam trzy razy to samo; przygotowałam się jako tako na jutro i szlus, wincy odemła nie wymagajta.
___
edit 22:47 pragnę jeszcze nadmienić, że miałam dzisiaj męczące sny: byłam na wakacjach, ale cały czas mi się zdawało, że przegapiłam dzień w którym pracuję i nie mogłam się doliczyć, jak daleko jeszcze do końca wakacji. Idę już, idę…

2 komentarze:

  1. Optymistyczny tekst. Miłego układania puzzli. Ja też do tego wróciłam, ale powyżej setki nosa nie wychylam.
    Jeśli całość kalendarza jest podobna- to rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @BBM, nie tak z wszystkim optymistyczny, to znikanie miejsc jedzeniowych, które nam przypadły do gustu, jest irytujące. Z puzzlami rozłożę się na weekend :D A kalendarz bardzo ciekawy (w poprzednim roku byli impresjoniści).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.