W pracy byłam. Wyszłam bardzo z siebie zadowolona (sytuację konfliktową zwaliłam na główną nie mrugnąwszy nawet okiem; wychodząc z budynku wpadłam najpierw na Bridżet, potem na Alis, a pamiętamy, co myślę o Alis, otóż dwa razy życzyłam happy new year używając tego samego small talku, że teraz ładnie, wcześniej brzydko, żyjemy, w święta byłam chora; żadnego ścisku w żołądku, humor wyśmienity, zen).
Kochany od razu zawiózł nas do domu. Gdy już zaczęłam się gnieździć z lekturami, mąż wręczył mi prezenta, skórzane rękawiczki (Labonia) w stylu lat 80. i składany taborecik (w kotki) dla żony za krótkiej, żeby sięgać na najwyższą półkę zawieszonej wysoko szafki. Obydwie rzeczy szałowo-stylowe.
Zamiast dużego obiadu posiorbaliśmy zupy, czytałam chwilę, po czym wyszliśmy z Kochanym na spacer. Po drodze spotkaliśmy Anitę z pieskami, starsza pani zatrzymała się na chwilę, żeby z nami uskutecznić rozmówkę dalekosąsiedzką o zwierzętach, pogodzie i plaży.
Ludzi było tak trochę, oraz (najprawdopodobniej, bo zdjęcia zrobiłam nieostre) stadko biegusów malutkich (tak się właśnie nazywają: little stins) sztuk pięć energicznie biegających w plumkającej wodzie łagodnego przypływu. Dzisiaj były kolejne przemieszczenia pogodowe, rano gęsta mgła, po południu chmura uniosła się i tak wisiała, dużo chmur, sporo zamieszania, a jednak nad wybrzeżem jasno i po plaży podążały za nami lub wyprzedzały nas nasze długie cienie.
___
edit 23:35 Ach, czytankę zakończyłam. Niewygodna Patrycji Volny (Agora, 2024), nieidealna, poszatkowana, ale warto, słowo daję. Zaskakująco szczery opis korby.



Przyznać muszę, że to chodzenie za rączkę po plaży tak mi weszło w krew, że aż się boję zmiany pogody.
OdpowiedzUsuńDokument Pawlikowskiego robi duże wrażenie. Tak jak rosyjska bieda jest inna niż polska lub irlandzka, tak i rosyjska degeneracja społeczna jest inna, niż polska i irlandzka. Okazuje się, że ma znaczenie w jakim kraju przychodzi brodzić w rynsztoku.
@Wolandzie, spacer mnie relaksuje, jak się myśli snują po łbie, trzeba wyleźć z barłogu i iść. A dokument jest przygotowaniem do wysłuchania czytanki w wykonaniu Romana Wilhelmiego.
UsuńWiesz jakie ja mam szczęście, że jesteś moim mężem? :D
Uwielbiam takie wyznania...jako osoba wierząca w Boga, jednak na dnie duszy trochę pogaństwa pielęgnująca, boję się, że Złe usłyszy, zobaczy, szczęście podpatrzy coś pomajstruje [ patrz Księga Hioba ]. Tobie nie bronię, ciesz się i pisz o tym...przyjemnie się czyta...[ sama jednak unikam ochów i achów!]
Usuń@Karuzelo, przesądów takich nie mam, nawet o nich nie słyszałam. A życie jest krótkie.
UsuńJerofiejewa Moskwa Pietruszki jest najbardziej poetyckim opisem alkoholizmu jaki czytałam. Z dokumentów o rosyjskim chlaniu polecam jeszcze 'wódkę', chyba gdzieś jest na YouTubie.
OdpowiedzUsuńInnyglos
O "Moskwa - Pietuszki" dowiedziałem się dopiero z genialnego skądinąd dokumentu Pawła Pawlikowskiego. Są zaległości, jest postanowienie ich nadrobienia, przy czym zupełnie nie interesuje mnie poetyckość utworu. Bardziej ciekawią mnie mechanizmy obronne autora. Ciekaw też jestem, na ile będę w nim w stanie wychwycić wołanie o pomoc lub chociaż zauważenie, potwierdzenie wartości życia autora.
Usuń