Musiałam przesłuchać piosenkę Lubomskiego, bo w głowie powtarzała mi się fraza Zostaną po mnie tylko krótkie spodnie. Wstałam po siódmej, pranie włączone, kot z pasztecikiem w środku drzemie na laptopie, Fred wstaje po ósmej, kawa dla Freda zrobiona przeze mnie, ja w tym czasie robię sobie śniadanie (wędzony łosoś z korzeniem pietruszki i limonką; Fredowe misterium kawowe zazwyczaj trochę trwa), przyglądamy się jaskółkom, które nadal mają plany związane z domem Judżina, my z kolei rozmawiamy o planach ogrodniczych: będzie usuwanie trawy w drugiej części przeddomowego trawnika, potrzebne kolejne worki kompostu i kory. Chyba nas popierdoliło.
___
edit 22:10 Zrobiliśmy wszystko wg planu. Trochę pogrzebałam w ziemi, zobaczyłam ogród Anny z tyłu domu, Fredowi udało się przez przypadek, zamknąć Rysia, małego drania, w samochodzie, poza tym dla rozprostowania pleców małżonek ekspresowo przeczyścił rynny. Skończyliśmy po ósmej, umyłam włosy pełne piasku i około dziesiątej zasiedliśmy do kolacji (śląskie kiełbaski na ciepło) w takt albumu Grechuty Korowód (1971). Może jeszcze po truskawce.
"Zostaną po mnie wkrótce krótkie spodnie,
OdpowiedzUsuńzostanie po mnie krótki szkic,
zostaną po mnie skróty krótkich wspomnień,
pokrótce, nie zostanie nic"...,
niezły łamaniec :-)
Ten ostatni zwrot..., przypomniał mi się kawał o rycerzu, którego popierdoliło ;-)
Żal mi było tego smoka.
UsuńTen rycerz jakiś zaburzony był chyba, bo co zobaczył smoka, to chciał mu głowę uciąć.
UsuńNo tak, popierdolony jakiś :D
UsuńPamiętam "Spacerologię", ale nie kojarzyłem, że to Mariusz Lubomski śpiewa.
OdpowiedzUsuńBardzo długo znałam głównie "Spacerologię" :)
UsuńSuper, że cały plan dnia udało się zrealizować! :-)))
OdpowiedzUsuńA najistotniejsze i najważniejsze te truskawki na koniec dnia.
Też je uwielbiam.
Ostatnie kilka dni to jakby deja vu, ale to dobry rytm - w efekcie wstaję o tej samej porze i to w bardzo dobrym nastroju.
Usuń