Niuniaczek miał dzisiaj operację oczka i po południu wrócił do domu bardzo zagniewany, że musi nosić kołnierz. Zabieg kosztował moich rodziców dziewięć stów, jakby i bez tego Niuniaczek nie był najdroższym kotem w gminie. Przy okazji rozmowy z mamą na ten temat wyszło też, że tydzień temu Mruczysław miał tajemniczy wypadek na jednej ze swoich zbrodniczych wypraw i potłuczony powoli zbiera się do chodzenia — tata zamyka go w garażu, żeby kot w spokoju doszedł do siebie. Tak to jest z kotami. Wracając na nasze podwórko, Ryszard po śniadaniu wybył na spacer i zniknął, początkowo nie było powodu do niepokoju — pogoda była znośna, całkiem spacerowa. Ale jest coś takiego, jak pora lunchu, odstępstwa od niej są podejrzane z definicji. Włączyło mi się martwienie i trzyma. Wieczorem wiatr zaczął się wzmagać i w końcu z południa nadszedł, zapewne krótki, ale jednak sztorm. Za oknem zacina deszcz, kota nie ma, jest wpół do jedenastej.
Koty mają swoje kocie sprawy. Nie zawsze trzymają się domu...
OdpowiedzUsuńTo prawda, w tym przypadku Rysio chyba dał się gdzieś zamknąć i dużo nerwów kosztowała go ta przygoda, bo większość dnia śpi.
Usuń