Z rana grzebiemy się, wstawać się jakoś nie chce. W końcu piję zieloną, zagryzam pizzą i przed południem postanawiam zerknąć na Wirtualną Uczelnię. Odpowiedź na moje podanie, okazuje się, wisiało od kilku dni na stronie. Zgadzają się na nową umowę, podają akceptowalne warunki, do tego uwolnię się od Czesia Promotora! Czy dobrze, że się cieszę? To dużo pracy i do końca nie jestem pewna, co czynię, bo jeszcze nie mam pewności, że nie trafię z deszczu pod rynnę. Od razu napisałam do Gajówki, czy mnie jeszcze pamięta.
Nad morzem bezwietrznie, szaro i ciepło. Przed podjęciem próby ostatecznej przeprawy z roletami jedziemy na fish & chips z konsumpcją w porcie:
Po powrocie z przerwy obiadowej zbieraliśmy się niechętnie do zadania odkładanego od tygodni, ale w końcu wieczorem rolety są tam, gdzie normalnie powinny być, w oknie. Fred akurat kończył najważniejszą dłubaninę, gdy oddzwonił do niego Wu. Szwagier brzmi tak jakoś dobrze, mówi też, że wychodzi na prostą.
Rolety zasłonięte elegancko, w głośnikach Aya RL, czerwona płyta (1985), Kukiz śpiewa. I co to się z człowiekiem porobiło.














