Świeże powietrze wpada cały dzień przez otwarte okno w sypialni. Ryszard leżakuje i dopiero po szesnastej wymyka się oknem na dzielnię. Na naszym osiedlu samochody sąsiadów nie ruszają się z miejsca. Wyjeżdża tylko Anne, która pokazała na fejsie, że gdy przesiadła się do pociągu, miała cały przedział dla siebie. Po południu obejrzeliśmy Mów mi Vincent (2014) — fajnie zagrany przez Murraya i młodego Lieberhera, nie podobał mi się za to płasko potraktowany wątek hazardu. Ogólnie rzecz biorąc w filmie jest parę dobrych momentów, choć przypuszczam, że to jedno z tych dzieł, które szybko ewaporują z pamięci.
Wieczorem dowiaduję się, że w Polsce wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego. Oznacza to, że z soboty na niedzielę wstępnie na 10 dni wstrzymane zostaną połączenia lotnicze. Nasz wylot jest coraz mniej prawdopodobny, nie zamierzamy jednak na razie sami podejmować żadnych działań. Let it be. Chichramy się — odkryłam, gdzie jeszcze Fred ma łaskotki.
— Kota i męża się nie dręczy!
Pewnych rzeczy się nie przeskoczy i zwyczajnie trzeba się z nimi pogodzić. Mus to mus!
OdpowiedzUsuńZ tego powodu nie za bardzo to nawet w głowie rozważam. Gdy zbliżymy się do terminu wylotu, będziemy wiedzieć więcej :)
UsuńRobi się naprawdę niewesoło. Nawet mi przestało być już do smiechu
OdpowiedzUsuńAni to jest do śmiechu, ani żeby wpadać w panikę. Po prostu trzeba postępować zgodnie z wytycznymi i czytać książki ... ;)
UsuńWylot raczej będzie mało prawdopodobny, bo nie sądzę,
OdpowiedzUsuńaby to szybko przeszło. Warto te dziesięć dni przesiedzieć w domu. Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com
My akurat mieliśmy lot trochę później, ale sprawa i tak już się wyjaśniła. Pozdrawiam :)
Usuń