czwartek, 2 kwietnia 2020
107. Urodziny babci bez nas.
Przed południem poszłam na pocztę wrzucić list do skrzynki, potem byliśmy z Fredem na długiej plaży. Wiało, ale pod koniec spaceru nawet trochę słonka nas zaszczyciło. Zaczynam odczuwać efekt codziennych spacerów — odzyskuję czucie mojej pupy. Po powrocie do domu zrobiłam telekonferencję z Dolnym Śląskiem. Babcia Mania kończy 88 lat. Mieliśmy tam dzisiaj być i jak o tym pomyślę, trochę mnie to wkurza. Z drugiej strony, nie mam na co narzekać. Rozmawialiśmy o tym i owym z półtorej godziny. Rodzice jak zwykle przekrzykiwali się chcąc mi wszystko opowiedzieć, a babcia popłakiwała zaskoczona liczbami w postaci dwóch bałwanków na urodzinowym torcie. Mama wygląda zdrowiej, i dużo się uśmiecha. Przymusowo skrócony czas pracy robi jej dobrze. Tata rozradowany podjadał słodycze, chyba ta jego cukrzyca jest jakoś podleczona, inaczej miałby szlaban jak nic. Potem ja oglądam filmiki na yt (Justine Leconte — nie dość, że ma bardzo rozległą wiedzę na temat mody, za darmo mówi o tym, co polskie pseudostylistki sprzedają na webinarach po 100 zł), a Fred czyta Biblię. Poważnie. Podoba mi się, że zmierzch nadchodzi coraz później. Z naszego domu dochodzą dźwięki płyty Ten Pearl Jam (1991).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
88 lat, ładny jubileusz. Moja w tym wieku była na tyle sprawna, że nadal gotowała obiady.
OdpowiedzUsuńTo dotyczy też babci Mani. Tyle, że jak to się gotuje dla innych ponad 60 lat, to można stracić entuzjazm :) Teraz obiady wymyśla mama, babcia przygotowuje coś po części.
UsuńJasna sprawa. Szczerze podziwiam wszystkie gospodynie domowe. Mnie wystarczyło sześć lat, bym stracił jakikolwiek entuzjazm do gotowania. Gdybym nie był zmuszony, to bym w kuchni nie używał już niczego oprócz czajnika :D
UsuńNie cierpię gotowania! Gotuję , bo muszę.
OdpowiedzUsuńNo właśnie :)
Usuń