Po pierwsze, słabo wieje, cudownie świeci słońce. Efekt: ponad dwie godziny na spacerze naokoło Głowy:
Po drugie, Wu został przewieziony tam, gdzie najprawdopodobniej w końcu mu pomogą. Miałam dobre przeczucie. Co nic nie znaczy, ale miałam dobre przeczucie.
Po spacerze odpoczywamy i środa rozłazi się w szwach. Staram się za bardzo nie zaglądać na onet i jego wieści na temat korony i polskiej polityki. Bardzo to źle działa na moje emocje, włącza mi martwienie się, a z tego nie ma pożytku. Gdyby nie zaraza, dzisiaj pewnie zamiast na spacerze naokoło wioski, jechalibyśmy gdzieś w kierunku gór. Potrzebuję mieć szansę szukania pracy w szkole, Fred potrzebuje regularnie chodzić na basen. Na razie to niemożliwe z powodu sytuacji ogólnej, a onetowski pasek z gębą Szumowskiego mnie rozjusza. Do oglądania podsunęłam nam Grę tajemnic z Cumberbatchem (2014), film już widziałam 2 lata temu, gdy Freda akurat nie było w domu. Ostatnio jakoś tak zgadaliśmy się o Turingu i chciałam powtórzyć seans. Momentami jest dość łopatologiczny, żeby obywatele, co wierzą w cuda, też poczuli dumę, że złamali szyfr Enigmy, ale budzi emocje. W ciągu dnia przygrywał nam album The Wall Pink Floyd (1979).








W niedzielę muszę się też koniecznie wybrać na taki przyjemniejszy spacer w zielone okolice. Torami nad rzekę się przejdę jeśli pogoda dopisze :)
OdpowiedzUsuńChodzenie jest naprawdę ważne, szliśmy tylko dwie godziny, a czułam jak bardzo nie mam kondycji po zimie i siedzeniu na tyłku w domu.
UsuńPięknie tam u Was!
OdpowiedzUsuńA przy takiej pogodzie chce się iść i iść :)
UsuńWidoki ładne, jednak ja ze spacerami bym się wstrzymała, szczególnie w Anglii czy Irlandii. Bo bardziej bezpieczne, jest pozostanie w domu, a na takie wędrówki jeszcze przyjdzie czas.
OdpowiedzUsuńRozumiem, że się wstrzymałaś :). To dobrze. Pozdrawiam.
Usuń