Spacer po śniadaniu to rzecz dobra i święta. Obserwuję wiele ważnych spraw.
Szpaczki brodzące w trawie za kolanka lśnią w słońcu jak monety, mewy obserwując żerowisko odsłaniane przez początki odpływu bawią się bujaniem na falach, a na plaży jest mnóstwo muszli. Chętnie wzięłabym tę czarną, niecodzienną, ale obie skorupki prezentowane przez Freda na jego wielkiej łapie, lekkie i niby niezamieszkałe, wylądowały w wodzie. W morzu nie ma rzeczy bezpańskich.
Powolny, głównie milczący spacer — oboje w domu doszliśmy do wniosku, że opadliśmy z sił. Po obiedzie (pierogi) położyliśmy się obok Rysia w konfiguracji: kot ma połowę łóżka, z nas na drugiej połowie zsuwa się kołdra. Wstałam przed siódmą, akurat żeby po otwarciu drzwi zagadać z Anną wracającą z przechadzki i wdepnąć w tego kwiatka zostawionego dla nas na wycieraczce:







Wydaje mi się, że wczoraj w nocy słyszałem słowika. Ale to chyba jeszcze za wcześnie dla słowików?
OdpowiedzUsuńZdaje się, że wczoraj w nocy śpiewałem pod prysznicem, ale żeby aż tak się niosło... ;-)
UsuńTo było około czwartej w nocy, tak późno chyba się nie kąpiesz? :D
UsuńKot po prostu dbał o nasze relacje małżeńskie - uznał że powinniśmy się mocniej wtulić w siebie, a najlepszym sposobem było pozbawienie nas nadmiaru miejsca i kordły (nie wiem jak wysoki sąd, ale ja bez kordły nie mogę).
OdpowiedzUsuń