wtorek, 14 kwietnia 2020
119. Sto piąty dzień roku.
Pomimo słońca i Fredowego zaklęcia w postaci wiosennego outfitu (brązowa marynarka na T-shirt, pasiasta czapeczka), wiatr uparł się przy swoim, dzień był słoneczny, ale od morza zacinało zdecydowanym chłodem. Mimo to udał się nam spacer. Chcieliśmy choć butami dotknąć piasku na plaży, a wracając uliczką na przełaj do drogi portowej rozglądaliśmy się, gdzie będziemy mieszkali, gdy już będziemy obrzydliwie bogaci. Jest taki jeden dom, może trochę nowobogacki, zbyt wystaje z gruntu jak na styl wioseczki i nasz własny, ale ma potencjał. Ma widoki. Ma miejsce na zimowy ogród dla kota. Resztę się przytnie. Po spacerze wzięłam się za podatek, tak jak sobie zapisałam. Klęłam jak szewc, dobrze, że małżonek pojechał był po zakupy. Zadzwoniłam do mamy po namiary poprzednich rozliczeń i zrobiłam w końcu coś na kształt pitu, który obejrzę na wszystkie strony, poprawię i wyślę. Raczej nie stanie się to dzisiaj, bo nadal odczuwam ogromne obrzydzenie do tematu. Na obiad było curry, potem oboje kręciliśmy się po kuchni zajęci własnymi myślami. Zaczepiłam Annę, która wbrew przepisom, chyłkiem pomykała po osiedlu — wyrwała się dziewczyna z domu, niech jej bogowie dadzą zdrowie. Słuchamy Imperium (2002) Lubelskiej Federacji Bardów. A wieczorem oglądamy Cinema Paradiso Tornatore (1988), jedyny włoski film, jaki lubię. Oczywiście na 20 minut przed końcem już smarkam, a łzy płyną mi jak grochy. Film się kończy, wpuszczamy kota, Fred daje kotu jeść, ja dalej ryczę. Małżonek mówi do mnie o tym, że niektórzy lekceważą sztukę kina trochę takim tonem, jak Boros Sznajder mówił o zagładzie zgniotka szkarłatnego. Słucham go jak Duszejko.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Fajne marzenia. Oby wam się ziściły.
OdpowiedzUsuńA film cudowny!!! Do wielokrotnego oglądania. Kocham go miłością absolutną! :)
Groszem nie śmierdzimy, nie takim groszem :)
UsuńNie przepadam za Włochami, są hałaśliwi i zbyt czułostkowi, zupełnie mnie nie bawią ich komedie. Natomiast ten film bardzo lubię. I zawsze na nim płaczę.
Chyba zbyt dawno oglądałem "Cinema Paradiso", bo pojęcia nie mam (nie pamiętam), od czego tam można tak długo płakać.
OdpowiedzUsuńNo ba, sama się zastanawiam, co tak mnie w nim nastraja :) Dobrze, że wróciłeś z ukrycia.
Usuńgdy myślę o Picie (PIT), to dostaję gęsiej skórki, na myśl, ze musiałabym się sama rozliczać. Nie mam o tym pojęcia. Robi to za mnie Mój, rozliczając się wspólnie ze mną. Jaka ulga.
OdpowiedzUsuńA marzenia są do spełniania, nawet jeśli z niewielkimi poprawkami (na wielkość i miejsce domu). Nigdy nic nie wiadomo. A nuż objawi się jakaś bogata ciotka z Ameryki i spadek po niej?
Mój były zakład pracy wypłacił mi w zeszłym roku coś zaległego (cały 2019 już w Polsce nie pracowałam) i teraz muszę się z tymi kilkoma groszami pierniczyć. Zawsze rozliczałam się samodzielnie, zawsze mnie to wkurzało. Ciotka z Ameryki? Jestem za!
Usuń