Wróciliśmy do domu nie tracąc czasu, bo Fred w południe wybierał się do Kilkenny. Obiad zjedliśmy więc w zasadzie w zastępstwie drugiego śniadania (za pierwsze śniadanie robił u mnie jogurt z chlebem). Fred do pracy, ja nad morze (Rysio chciał się dołączyć, więc Katlin zaoferowała się mi pomóc i zagadywała kota typowym irlandzkim chit-chatem, aż zniknęłam za rogiem).
Dzień był znowu ciepły, częściowo słoneczny i bezdeszczowy. Pranie cudownie wyschło w letnim wietrzyku i teraz stos rzeczy do prasowania sięga sufitu. Podlałam ogródek, rozmawiałam z Luś i mamą. Na raty oglądałam odc. MM, Ring Out Your Dead (2002). Kot większość dnia wylegiwał się w ogrodzie Anne, rozmawiałam z nią o tym, i owym późnym wieczorem (Anne zagadnęła mnie przez messengera, jak się czuję, miło z jej strony). Zrezygnowałam z późnej kolacji i pewnie dlatego teraz marzę o paście jajecznej.
No i z głowy. Chyba że dojdą do wniosku, że potrzeba trzeciej dawki, przypominającej.
OdpowiedzUsuńO dawce przypominającej mówią od miesiecy, więc się jej spodziewam.
Usuń