Pomimo niedospania wylazłam z wyrka o całkiem przyzwoitej porze. Zainspirował mnie do tego Ryszard, który pojawił się rano, po dwóch dniach niebytności w domu. Kot podszedł do łóżka wyraźnie zaskoczony, że jestem obecna, potem wsparty trzema śniadaniami postanowił spać w kuchni i mieć nas na oku.
Miałam ambicje pójścia na noworoczny spacer w Navan, nad rzeką Boyne. Nieznany mi szlak na mapie wydaje się atrakcyjny, ale im dłużej o tym myślałam i zerkałam na drzewa szarpane wiatrem, tym bardziej mi się nie chciało, więc miejsce musi poczekać na większą motywację (nadal jestem nieco poturbowana gwałtownym przemieszczeniem się z kontynentu na wyspę). Zamiast spaceru rozłożyliśmy się z Kochanym przed telewizorem, żeby obejrzeć jeden z filmów, które Fred oglądał z Ka, gdy byłam w Polsce, W imię ... (2013) Szumowskiej. Bardzo pięknie sfotografowany, równie dobrze zagrany, mogę sobie wyobrazić, że przed epoką Sekielskich wzbudzał niejakie podniecenie z powodu opowieści o tym, o czym świętojebliwe cicho sza. Po filmie wymyśliłam sobie pizzę w Il Forno, ale szybko wróciliśmy do kota z pizzą na wynos, bo wszystkie stoliki w tym miłym miejscu były zarezerwowane (może to tylko moje pobożne życzenie, ale zmierzcha się jakoś wolniej, choć oczywiście wracamy w półmroku). Po pizzy odcinek Spadkobierców z yt, potem trochę gmyrałam przy drzewie genealogicznym. Cały dzień Ryszard jest najgrzeczniejszym z kotów, wychodził na krótko, większość dnia spał, pochrapywał, gramolił mi się na kolana ... wiejska sielanka.
Od czasu do czasu dopada mnie senność i tym razem nie chce mi się jej odpierać. Witaj nowy roku rozpoczęty bardzo leniwie. Coś mi tam chodzi po głowie w związku z tobą, ale dzisiaj już prochu nie wymyślę.
Mnie panująca na dworze chlapa nawet od wyjścia na śmietnik odwiodła :)
OdpowiedzUsuńWidziałam początek roztopów, gdy wylatywałam. Taka zgniła jesień, którą też lubię.
Usuń