Dzień zaczął się wcześnie, po piątej rano, i ekscytacją oczywiście. Egzamin przyniósł mi poczucie pokonania ... powinnam doczytać trzy rzeczy, nie doczytałam i nawet nie pamiętam swoich odpowiedzi. Nie pamiętam pewnie dlatego, że akurat gdy nie mogłam się już ruszyć sprzed monitora, Ryszard zaczął domagać się śniadania i mi żyłka pękła (oczywiście, gdy skończyłam test, kot zadarł ogon i sobie poszedł). Wypada czekać na wyniki, w każdym razie nie jestem z siebie zadowolona.
Na osłodę nygusowałam się genealogią, Fred zadzwonił nawet do swojego taty, żeby zapytać go o nazwiska pradziadków. Teść nie od razu sobie przypomniał, ale przejrzał papiery i dowiedziałam się kilku ciekawych szczegółów.
Kochany pracuje od popołudnia. Jutro zaczyna mu się kilka dni wolnego, myślimy o niedzielnym spacerze w Północnej, bo pogoda nie jest najgorsza (Aś została zagajona, czy reflektuje na towarzystwo i wyraziła entuzjazm). Na obiad pizza, do czytania slajdy na następny egzamin i pdf książki kupiony kilka dni temu, Autorytaryzm a brzytwa Ockhama Piotra Radkiewicza (Scholar, 2012).
Marynarka Piotrusia Królika została ledwo skubnięta, martwi mnie to, bo nie czuję się w nastroju do zmyślania, że zjadłam ciasto, skoro nie zjadłam. Life. Pomimo popołudniowej drzemki jestem zmęczona, w nocy spałam tylko jakieś trzy godziny. Miałam sen: w moim prawym uchu zamieszkała mała, ciemna pszczoła, zupełnie nieszkodliwa. Starałam się jej nie przeszkadzać.
Rzuciwszy okiem na tytuł pomyślałem: 'Ayrton. Przyśnił jej się.'. ;-)
OdpowiedzUsuń:D:D:D Te chłopaki!
UsuńNo i wszystko już wiem. Rysio się nie popisał! Inna sprawa, że pewnie go nie uprzedziłaś, że ma nie przeszkadzać :)
OdpowiedzUsuńWyniki dostałam dzisiaj. A Rysio to Rysio, ucieszył się, że rano ktoś wstał o tej porze. Nawet go rozumiem, i kocham też 😊
Usuń