Faktycznie z rana spiknęłam się z Anne, sprawę załatwiłyśmy szybko, pogłaskałam Junonę, wzięłam klucze, dowiedziałam się ile pasibrzuchy dostają jadła (bidaczki są ostatnio na diecie) i gdzie ono jest. Zostałam jeszcze pięć minut na pogaduchach, tematycznie głównie kocich. Anne traktuje dodatkowy klucz u nas jako zabezpieczenie w razie wu, oby nie musiało zostać uruchomione. Majkela z rana nie widziałam i nie byłam ciekawa, gdzie jest. Dopiero wieczorem, gdy wróciliśmy na chwilę do domu z miasta i Anne wyszła do nas z czekoladą "leczniczą" dla Freda, sąsiad mignął nam przez chwilę w drzwiach oświadczając TEA!
A Kochany cierpi z powodu bólu pleców, tak, że z rana skarpety mu zakładałam. Brał pillsy, dzwonił do onko (odzew dopiero wieczorem, gdy byliśmy w drodze do przyjaciół), nowej daty tomografii na razie brak. Po obiedzie pojechaliśmy do Drołdy, żeby wymienić hamulce w samochodzie, efekt tej podróży był taki, że zamiast hamulców stał się nam znany problem z kołem grożącym eksplozją. Fred zaliczył trzech mechaników, dopiero za trzecim razem trafiając na takiego, który zaproponował względnie normalną cenę za dwa koła na raz. W międzyczasie zerknęliśmy tu i tam (narcyzy w Woodisie tyłka nie urywają, tylko trzy gatunki, nic spektakularnego). Czekając na wymianę koła zaszłam do Costy, a tam Elaine się odnalazła, powiedziała, że wróciła do biznesu po roku. Zapytała oczywiście o Freda, a gdy Kochany przyszedł do kawiarni, przybiegła się przywitać zanim zdążyłam złapać orient. Flat black? Pamiętała, co mąż zamawiał dwa lata temu i odebrała od nas tacę, gdy wychodziliśmy. Czy muszę dodawać, że Fred kawę miał gratis? Doprawdy ... :D
Pomimo siedzeniowych niedogodności Kochany nie miał najmniejszego zamiaru rezygnować z wizyty u Ka&Jot. Wyruszyliśmy przed siódmą, zdeterminowani obejrzeć cokolwiek. Mr. Jones (2019) nie jest najlepszym filmem Holland, tyle, że temat jest ważny, wciąga w rozmyślania. Kolejny raz wracamy krótko przed północą i wyskakuję z ubrania prosto pod prysznic.
Mnie wieczorem podkusiło by obejrzeć "Barbarellę". W dorobku Jane Fondy też nie jest najlepszy film.
OdpowiedzUsuńNie miałam na myśli, że jest zły. Po prostu, niewybitny, chociaż interesujący.
Usuń